*Perspektywa Alice*
Nie wiem ile jeszcze siedziałam na tej kanapie,
ale minęło już dość sporo czasu. Stradlin dawno już zniknął, cóż… Jakoś tak wszystko
wokół przestało mnie interesować, czułam się tak jakoś..Smutno, a przecież niby
nic takiego się nie stało. Owszem, Axl zachował się chamsko biorąc mnie za
dziwkę, ale nie dobierał się do mnie czy coś tak jak poprzednio. To nic
takiego, żyje się dalej. Tylko Izzy, Izzy nie dawał mi spokoju. O co z nim
chodziło? Zabolało mnie jego zachowanie, to tak jakby potwierdził słowa Rudego,
nie zaprzeczył ani nic, w ogóle nic nie powiedział. Nie chcę pierdolić o tym,
że uważałam, że jest inny i tak dalej bla bla bla. Jak mogłabym tak mówić skoro
znamy się ledwie dwa dni? Nie wiem o nim nic poza tym, że nazywa się Izzy
Stradlin, mieszka w HellHouse- rozpadającej się ruderze, oraz gra w jakiejś
mało znanej kapeli rockowej. Nic.
Moje rozmyślania przerwało ciche skomlenie,
nasłuchiwałam ,ale dźwięk po chwili umilkł. Rozejrzałam się dookoła i wtem na
kolana wskoczyło mi małe kudłate coś. Patrzyło na mnie wielkimi oczkami i
merdało wesoło puchatym ogonkiem, na mojej twarzy od razu pojawił się szeroki
uśmiech.
-Skąd Ty się tu wziąłeś, mały?- Szepnęłam do
niego i podrapałam go za uszkiem, jakie to urocze stworzenie! Psiak jakby w
odpowiedzi polizał mnie po policzku. Biedactwo, co on robi w HellHouse? Jeśli
właściciel się nie odnajdzie to... Zabieram go ze sobą!
- Buu!-
Rozległo się nagle tuż przy moim uchu. Co do cholery?! Odwróciłam się szybko i
ujrzałam roześmianego Stevena, odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się
przyjaźnie.
- Cześć Steve.- Powiedziałam a ten usiadł się obok
mnie- To wasz zwierzak?
- Niee…
Znalazłaś go tutaj?- Zapytał nieco zdziwiony. Pokiwałam twierdząco głową i
pogłaskałam psiaka po brzuszku. Usłyszeliśmy głośny trzask drzwi frontowych,
a chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej
niż zwykle, choć czy to w ogóle możliwe?! Do salonu szybkim krokiem weszła
nieznajoma mi dziewczyna.
- Jest
Rose?- Zapytała rozejrzawszy się wcześniej po pomieszczeniu. Adler nadal
szczerząc się od ucha do ucha pokręcił przecząco głową. Blondynka chyba nieźle
już wkurwiona zsunęła się w dół po ścianie nie racząc przy tym nikogo
spojrzeniem. Wyglądała jakby nie spała od kilku dni, czarny tusz rozmazany pod
oczami dodawał jej nieco przerażającego uroku, same oczy były zaczerwienione
…Jakby płakała?
- No i na
chuja się tak gapisz, co? – Syknęła zimnym tonem, zauważając mój wzrok
błądzący po jej twarzy.
-Jezu, Mia, spokojnie.- Fuknął na nią i
obrzucił niechętnym spojrzeniem.- Nie
wyskakuj tym swoim pięknym głosikiem na wszystkich , którzy tylko na Ciebie
spojrzeli, dziewczyno.
- Pierdol
się, Adler- Rzuciła podpalając fajkę wyciągniętą z kieszeni skórzanej
kurtki. Zamknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu, opierając się o brudną ścianę.
Zmieszana całą tą sytuacją wlepiłam swe zielone oczęta w niebieskie oczęta
Stevena. Ten tylko zrobił przepraszającą minę i nawet nie raczył mi nic
wytłumaczyć. Rozległ się kolejny trzask, tym razem jednak nie tak głośny jak
poprzedni, do pokoju wkroczył Rudy. Niemal od razu zauważył siedzącą na
podłodze Mie, podszedł do niej i bez zbędnych słów pomógł jej wstać i mocno ją
do siebie przytulił, raz po raz głaszcząc jej włosy. Wpatrywałam się w nich
szeroko otwartymi oczami, no nie powiem, ze ten widok ani trochę mnie nie
zaskoczył. Nie chciałam jednak mieszać się w nie swoje sprawy. Kątem oka
zauważyłam, że Axl złożył delikatny pocałunek na ustach dziewczyny i ścisnął lekko
jej dłoń. Wyszli z salonu nie patrząc na nikogo, nawet na siebie nawzajem.
*Perspektywa Mii*
Axl jest właściwie jedyną osobą, do której mogę
zwrócić się z każdym moim problemem, jednak nie nadużywam tego, nie chcę. Może to
wydawać się trochę dziwne, Axl Rose- zdziczały, agresywny rockman jest gotowy
pomóc niemal wiecznie przygnębionej dziewczynie z bliznami po przeszłości. Rozumiemy
się bez słów, w końcu on też nie miał łatwo. Nie widziałam się z nim całe dwa
tygodnie, nie wiem czy się martwił, może tylko wkurwił bo zniknęłam bez
wyjaśnienia. Tak czy inaczej, wróciłam! Wiem, że nie wszyscy są z tego
zadowoleni, na przykład taki Adler, ale chuj z nim. Izzy raczej się ucieszy,
Duff pewnie też, no i Slash oczywiście! Niesamowicie się ucieszyłam, gdy
zobaczyłam Rudego, wiedziałam, ze i tym razem mi pomoże. Zastanawia mnie tylko
kim jest ta laska w salonie, na dziwkę nie wyglądała a to dziwne bo oprócz mnie
i Victorii, żadna inna dziewczyna, która nie była dziwką czy dostawcą pizzy tu nie
przychodziła. Nieważne. Jestem wykończona, ostatnie kilka nocy spędziłam na
włóczeniu się po L.A., siedzeniu w barach i nawet na kilku imprezach byłam! Nie
wiem jakim cudem jeszcze się na nogach trzymam. Domyślam się, że mogę wyglądać
dość nieciekawie. Pieprzyć to. Może powinnam coś powiedzieć? On tak siedzi na
tym fotelu, czekając aż się odezwę. W końcu zebrałam się w sobie… Ale nim
zdążyłam wypowiedzieć choć jedno słowo on musiał mi się wtrącić, jak zwykle.
-Możesz mi
do chuja pana powiedzieć, gdzie Ty byłaś przez ostanie dwa tygodnie?! –Podniósł
na mnie swój wściekły wzrok, nie cierpię, gdy jest zły.
-Byłam..-
I tu zastanawiałam się, czy powiedzieć prawdę.- Ech, po prostu musiałam wyjechać z domu. Nie mogłam już tam wytrzymać,
Axl. – Nie kłamałam, sytuacja w domu jest opłakana, nie pamiętam, by kiedykolwiek
było tak źle.
-Mia, wiem,
że w Twoim domu jest krótko mówiąc patologia, ale to nie jest do cholery powód,
żeby znikać na jebane tygodnie, nie mówiąc nikomu ani słowa!- Wydusił z
siebie jednym tchem, wziął głęboki wdech i wydech- Wiesz przecież, że zawsze możesz przyjść do mnie, znajdzie się dla
Ciebie miejsce. Nie uciekaj ode mnie, proszę.- Powiedział ciszej i patrzył
się błagalnie prosto w moje oczy, nadal jednak był podenerwowany. Wolałam nic
nie mówić, pokiwałam głową i spuściłam wzrok. Niestety Rose dopiero się
rozkręcał…
- Powiesz
mi, co tym razem się stało? – Zapytał całkiem spokojnie. Nie odrywając
wzroku od podłogi, wzięłam głęboki wdech i podwinęłam skrawek mojej koszulki.
Nie miałam siły o tym mówić, wolałam po prostu pokazać.
*Perspektywa Axl’a*
Czekałem na to co mi odpowie i przyznam szczerze,
że kurwa bałem się tego, co mogę od niej usłyszeć.
Zamiast tego, ona podwinęła tylko swoją koszulkę,
nie spodziewałem się takiego widoku. Owszem, u niej w domu było tylko chlanie, ruchanie (Nie,
wcale nie tak jak w HellHouse. Skądże) i wrzaski. Matka prostytutka i ojciec
bezrobotny alkoholik, uroczo, nie? Nie pomyślałbym jednak o tym, że mogą znęcać
się nad nią nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Ona była taka krucha, na jej bladym brzuchu
wyraźnie odcinały się żółte, fioletowe i gdzieniegdzie czerwone plamy, zadrapań
też nie było mało. Niesamowicie się wkurwiłem, wiedziałem jednak, że i tak nic
nie mogę zrobić, bo Mia mimo wszystko kocha tych skurwieli. Nie wiedziałem co
powiedzieć, nie umiałem pocieszać czy coś, zresztą ona wiele razy mi udowodniła
swoim zachowaniem, że żadnych pocieszeń i rozczulania się nad nią nie potrzebuje.
Zawsze wtedy zachowywała zimną krew, nigdy nie płakała, nigdy przy mnie.
-Mogę u was
zostać na jakiś czas? –Odezwała się po chwili.-Nie chcę tam teraz wracać.- Dodała cicho. Usiadłem obok niej na
łóżku i odgarnąłem kosmyk jej włosów z czoła. Uśmiechnęła się delikatnie i wahając
się chwilę, spojrzała na mnie.
-Zostaniesz
tak długo, jak długo będziesz chciała, Mia.
*Perspektywa Alice*
-To znaczy,
że mogę go zabrać?!- Byłam cała rozpromieniona, Steve przytaknął radośnie i
pogłaskał zwierzaka po mordce. Zbierałam się już do wyjścia, przypomniałam
Adlerowi o tym , że ma przekazać
Victorii, że poszłam już do domu. Uściskałam chłopaka na pożegnanie i biorąc
psiaka na ręce wyszłam z HellHouse. Nie mając pojęcia, która może być godzina,
do domu szłam szybkim krokiem.
Nie zważając na innych przechodniów, wzrok miałam
skierowany na psiaka, tylko raz po raz podnosiłam głowę, by nie wpaść pod
samochód przechodząc przez pasy. Nagle (Dokładnie jak w filmach) wpadłam na
kogoś, psiak pisnął a ja z lekka przestraszona spojrzałam nieco w górę. Przede mną stał rozbawiony nie kto inny, a
Jim. Dostałam rumieńców choć usilnie starałam ukryć swoje zakłopotanie, a niech
to.
- Gdzie się
tak spieszysz, hmm?- Ja pierdole, zaraz powinien wyciągnąć pistolet i
powiedzieć” Idziesz ze mną na seksy, albo po tobie, mała” Nic z tego, draniu.
Widzisz tego dzielnego zwierza na moich rękach?
- Idę do domu- Powiedziałam po chwili i wyminęłam
go szybko. Zaraz jednak przypomniałam sobie coś.- Po co do mnie dzwoniłeś?
- Chciałem
się z Tobą zobaczyć- Odrzekł, wprawiając mnie tym w zakłopotanie. Odgarnął
swoje piękne włosy z twarzy i spojrzał mi prosto w oczy. Zmiękły mi kolana a
oddech przyspieszył...O nie! Co on sobie kurwa myśli?!
- Po co?
–Zapytałam dość nieprzyjemnym tonem. Ten zaśmiał się krótko i podchodząc bliżej
mnie, niebezpiecznie blisko- nawiasem mówiąc. Pies zawarczał cicho, Jim nie
zwrócił na niego uwagi.
-Bo Cię
lubię, Alice.- Powiedział, unosząc lewy kącik ust do góry. – Chciałbym spędzić z Tobą trochę czasu, co w
tym dziwnego?- Nie zastanawiając się długo, szepnęłam tylko.
- Jutro o
20.00- Odwróciłam się i odeszłam nie czekając na jego reakcje.
Świetny rozdział!
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać kontynuacji wątku Alice i Izzy'ego.
Zaintrygowała mnie Mia - ciekawa osoba,ciekawe co z nią i z Axlem?
Piszesz bardzo,bardzo ciekawie i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
Weny życzę! :)
Jeej dziękuje, dziękuje!
OdpowiedzUsuńStrasznie brakowało mi jakiejkolwiek opinii, poważnie.
Nie chcę zdradzać co będzie w kolejnym rozdziale, mogę tylko zachęcić do przeczytania i skomentowania go C:
Pojawi się on jeszcze w tym tygodniu.
Dziękuje, przyda się!
Cudne opowiadanie, czekam na więcej!
OdpowiedzUsuń