niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 6.




 Przepraszam, ze tak późno, ale słowa dotrzymałam bo opublikowałam ten post o godzinie 23;45, o! Hmm wybaczcie. Ten rozdział pisałam strasznie długo, za długo, ale już jest więc zapraszam do czytania i komentowania! C:


*Perspektywa Alice*

Od dwóch godzin jestem już w domu, nakarmiłam zwierzaka, którego postanowiłam nazwać… Jamie.
Mniejsza z tym, jestem trochę podenerwowana, bo za jakaś godzinę rodzice mają wrócić i „Poważnie porozmawiać ze mną na temat mojego karygodnego zachowania”. Mam nadzieje, że i tym razem obejdzie się bez szlabanu. W wakacje. Bądź co bądź mam lat 15 i gówno do gadania. Dawno pogodziłam się z tym, że moje zdanie się nie liczy, a w niektórych przypadkach powoduje tylko niepotrzebne awantury. Poza tym staram się nie sprawiać im większych kłopotów, dzięki temu mam jako tako większą swobodę. Boże, co ja pieprze. Chciałabym, żeby tak było, niestety dopóki nie skończę 18 lat i nie  wyprowadzę się stąd-Sytuacja nie ulegnie zmianie. Westchnęłam cicho i otworzyłam lodówkę by bliżej się z nią zaznajomić. Mleko sojowe, sałata, kilka pomidorów...Galaretka! Szybko porwałam ją w swoje objęcia i uściskałam jak starą, dobrą przyjaciółkę. Mówiłam już, że uwielbiam galaretki?
Najbardziej agrestową mmm, albo wiśniową! Niebo w gębie.
Dobra, skup się Alice.
Może po prostu zamówić pizze?
Palnęłam się w czoło, jasne, ze tak! Wszyscy, którzy trochę lepiej mnie znają wiedzą, że mój talent kulinarny ogranicza się do zrobienia kanapek i właśnie zamówienia pizzy. Mama powinna o tym wiedzieć, pff. Tak więc po chwili wykręciłam dobrze mi już znany numer.

*Perspektywa Izzy’ego*

Jestem zwykłą ciotą, życiową sierotą, chujem i idiotą, nawet się zrymowało! Stradlin weź się w garść,
od dwóch godzin bezsensownie łazisz po tym zasranym L.A i oczekujesz cudów. No właśnie, o co tak dokładnie chodzi? Odpowiedź jest w sumie prosta, o Nią. Niby zwykła małolata, na którą w ogóle nie powinienem zwracać uwagi, przecież wokół jest tak wiele zajebistych dziewczyn, o które nawet nie musze się specjalnie starać, wystarczy, ze postawie im drinka a one już idą w stronę klubowych kibli trzymając mnie za rękę. Proste, ale chyba właśnie to mi się w niej podoba, że nie jest taka jak te dziwki. Poza tym  jest naprawdę śliczna, taka naturalna, ale przede wszystkim nawet inteligentna, a to zdarza się nieczęsto. W przypływie gniewu kopnąłem jakiś kamyk leżący na chodniku, co się z Tobą dzieje Izzy? Zawsze byłeś takim spokojnym człowiekiem, najspokojniejszym z całej tej bandy pojebów. Postanowiłem wrócić do HellHouse, wątpię aby nadal tam siedziała, ale nie zaszkodzi sprawdzić, nie?  Tylko co ja mam jej powiedzieć? „ Cześć Alice, bardzo mi się podobasz, pójdziesz ze mną na randkę?” Nie Izzy, to nie w Twoim stylu. Muszę wymyślić coś lepszego, ale do chuja pana ja nie mam doświadczenia! Innym laskom płaciłem za numerek w kiblu i było po sprawie, zero kłopotów. Stradlin, w co ty się mieszasz?   Po chwili spostrzegłem, że stoję przed domem Alice, rozejrzałem się dookoła i w sumie sam nie wiem jak tu się znalazłem. Wchodzić? A może lepiej nie? Nie będę ciotą, wchodzę. Podszedłem do drzwi i zapukałem lekko. Cisza. Może jej nie ma? Dla pewności pukam jeszcze kilka razy, głośniej. Czy mi się wydaje czy słyszę jakieś wrzaski? Naciskam na klamkę, a drzwi powoli się uchylają, okej… Czy właśnie tak nie jest w wielu horrorach?! Główny bohater nieświadomy zagrożenia wchodzi do jakiegoś budynku, PROSTO W PUŁAPKĘ. Wychodzi bez ręki, oka lub wcale. Spokojnie Izzy, nie dramatyzuj. Głęboki wdech i wydech. Wchodzę motherfuckers!  Zrobiłem ledwie trzy kroki, gdy zobaczyłem zapłakaną i chyba nieźle wkurwioną Alice biegnącą w moją stronę, spojrzała na mnie zdezorientowana, ale szybko wyminęła mnie, złapała za rękę i pociągnęła z  powrotem  w kierunku wyjścia. Za nami słychać było podniesione głosy i stukot butów na obcasie, obejrzałem się za siebie, ale zobaczyłem tylko zamykające się z trzaskiem drzwi. Dziewczyna niemal biegła, nadal trzymała mnie za rękę. W końcu kiedy sporo oddaliliśmy się od jej domu, zatrzymała się i puściła mnie szybko. Spojrzała na mnie po raz drugi dzisiejszego dnia, lecz szybko spuściła wzrok mamrocząc coś pod nosem.  Nie wiedziałem o co tak do końca chodziło, domyśliłem się tylko, że pokłóciła się ze starymi.  Powinienem coś powiedzieć?  Zrobiło się trochę niezręcznie.
- Alice… Co się stało? – Oryginalnie, nie ma co. Nie podniosła na mnie wzroku, stała tak z rękami włożonymi do kieszeni dżinsowej kurtki, włosy zasłoniły jej twarz. Zero reakcji. Po chwili wahania podszedłem do niej i delikatnie przytuliłem, wzdrygnęła się lekko, ale sekundę później  desperacko wtuliła się we mnie. Chciałbym móc rozwiązać wszystkie jej problemy, ona chyba wierzyła, ze potrafię, to jeszcze dziecko, co w tym dziwnego? Staliśmy tak przytuleni dobre 10 minut. Raz po raz głaskałem ją po włosach w nadziejii, że dziewczyna przestanie płakać. W końcu udało mi się ją uspokoić, odsunąłem ją delikatnie od siebie i spojrzałem w jej piękne zielone oczy, otarłem łzy z jej zaczerwienionych  policzków  i uśmiechnąłem się niepewnie, próbowała odwzajemnić uśmiech, ale wyszedł jej tylko jakiś grymas.
- Będzie dobrze- Powiedziałem , choć sam nie lubiłem słyszeć takich słów, według mnie to zwykłe pierdolenie.
-Masz fajkę?- Odezwała się nagle, jej głos był lekko zachrypnięty. Trochę zdziwiony i niezadowolony wyciągnąłem paczkę z kieszeni i poczęstowałem ją. Nie chciałem, żeby paliła, ale trochę głupio byłoby mi odmówić, zwłaszcza jej.
- Dzięki, Izz- Mruknęła. Użyczyłem jej ognia a ona zaciągnęła się mocno. Oderwałem od niej wzrok.

*Perspektywa Alice*

Nienawidzę ich, nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę! Ochłoń, Alice. No kurwa nie mogę!
Całe swoje życie byłam im posłuszna, uczyłam się dobrze, nie piłam, nie paliłam (1-2 razy się nie liczy) pomagałam w domu, jeździłam na te zasrane wieczorki dla idealnych rodzinek, nie sprawiałam większych kłopotów. Ogółem niemalże wzorowa córeczka. Jeden raz, jeden gówniany raz wróciłam zbyt późno do domu i szlaban! Pff i to nie byle jaki! Zmywanie naczyń, sprzątanie w domu przez tydzień bym ścierpiała, ale wysłanie mnie na CAŁE wakacje do babci na wieś na jakieś zadupie?! To jest kurwa przesada!
Nie pojadę tam.
Nie mogę tam jechać, ocipiałabym z nudów.
Może Victoria by mi pomogła?
- Wiesz gdzie jest Vicky? – Odezwałam się do zamyślonego Stradlina. Czarnym trampkiem zdusiłam tląca się jeszcze fajkę i zerknęłam na chłopaka, który natarczywie mi się przyglądał.- O co chodzi?- Ten jakby się ocknął i niedbale odgarnął czarne kosmyki z oczu.
- Pewnie jeszcze w HellHouse- Odparł cicho i ruszył w stronę rudery.
Sekundę później szłam z nim ramie w ramie nucąc cicho Sweet Home Alabama, niewiarygodne jak szybko uchodzą ze mnie złe emocje, nie? Przez całą drogę nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem, obraził się? Sama nie chciałam pierwsza zaczynać rozmowy, w sumie nawet nie miałam nic do powiedzenia.  A może jednak?
-Izzy?- Zaczęłam niepewnie.- Bo… Twoja reakcja na słowa Axl’a, wieesz...- Tak, tak musiałam zacząć ten najgorszy z możliwych tematów. Zerknęłam na niego, był nieco zmieszany choć usilnie starał się tego nie okazać.  Izzy Kamienna Twarz Stradlin.
-Nie przejmuj się, to..To tylko tak wyglądało. Rozumiesz? – Zatrzymał się i chcąc podkreślić swoje słowa chamsko wlepił we mnie swoje oczy.- Nie traktuje dziewczyn tak jak Axl.- Zarumieniłam się, jak zwykle. Zauważył to i na jego twarz wstąpił delikatny uśmieszek,  przybliżył się nieco i cały czas patrząc mi w oczy zaczął się ku mnie nachylać. O FUCK. Rozchyliłam nieco wargi i uniosłam lekko podbródek, niemal czułam już smak jego ust, jego pięknych ust… KA BOOM! Niedoczekanie.

*Perspektywa Izzy’ego*
Wciąż wpatrywałem się w jej cudowne, szmaragdowe oczy, byłem coraz bliżej jej ust, niemalże się stykały.
Nagle trzask, ktoś zaklął a ja leże oparty o jakiś płot. Co do kurwy?! Podniosłem się chwiejnie i otworzyłem oczy. Jakiś metr dalej leżał rower a pod nim Steven, obok niego siedział Slash, który dzięki swojej czuprynie pozostał z nienaruszoną głową, kogoś mi brakowało. Dzidżas Alice! Rozejrzałem się wokół siebie i ujrzałem ją niemal natychmiast, leżała na trawniku na wznak i coś jęczała, podszedłem szybko i ukląkłem przy niej. OMATKOCOROBIĆCHYBAZEMDLEJE.
- Alice?! Alice co Cię boli? Masz coś złamanego? Możesz mówić?- zasypywałem ja pytaniami a ona tylko bezmyślnie gapiła się w niebo i głupio się uśmiechała- Alice ja Cię błagam!- już odchodziłem od zmysłów gdy ona nagle się odezwała.
- Izzy..Spójrz na te chmury. Patrz jakie piękne słońce, ale zobacz!- Zaśmiała się wesoło, a ja popatrzyłem na nią tak jak często mam okazje spojrzeć na Stevena. Ukryłem twarz w dłoniach i brakowało tylko tego abym zapłakał cichutko, ale ja jestem prawdziwym mężczyzną i płakać nie będę.
-Alice, złotko...Możesz wstać? Ładnie proszę. – I nie czekając na jej reakcje wziąłem ją na ręce i fuknąłem gniewnie na wszystkiemu winnych debili, odwróciłem się i ruszyłem w stronę rudery.
Po jakimś czasie byłem już nieźle zmęczony, dlatego więc ogromnie się ucieszyłem ( Chyba po raz pierwszy), gdy ujrzałem HellHouse, otworzyłem kopniakiem drzwi i poszedłem do pokoju, w którym sypiam. Nie był on zbyt duży..Właściwie był malutki, cała rudera składała się z trzech małych pokoików i jednego większego, do tego mały salon i maciupka kuchnia oraz łazienka. Ja, Duff i Axl mieliśmy osobne pokoje natomiast Slash i Steven jako nieodłączni kompani zgodzili się mieć pokój razem. Położyłem nadal majaczącą dziewczynę na materacu, na którym śpię i usiadłem obok na podłodze, po krótkiej chwili zasnęła. Siedziałem jeszcze przez jakiś czas przy niej, ale znudziło mi się to i wyszedłem do salonu, nie było tam nikogo, sprawdziłem wszystkie pokoje, kuchnie i kibel. NIC. Gdzie ich wszystkich wywiało?
W sumie to nawet się ucieszyłem, rozłożyłem się na kanapie i rozkoszowałem się ciszą, sięgnąłem po jedną z butelek stojących przy stoliku i po chwili delektowałem się cudownym napojem, taaaaaak.
Po dłuższym czasie usłyszałem ciche kroki kierujące się w moją stronę, odwróciłem się i zobaczyłem nieco rozkojarzoną Alice, uśmiechnęła się szeroko, podeszła do mnie i usiadła obok.
- Dobrze się czujesz? – Zapytałem na co ona tylko pokiwała głową.
- Ej bo..- Urwała- Już nic. – Spojrzałem na nią zaciekawiony, ale ona speszona odwróciła wzrok. Jestem jednak geniuszem i szybko domyśliłem się o co jej chodziło, delikatnie złapałem ją za podbródek i odwróciłem w kierunku mojej twarzy, na początku uciekała wzrokiem, jednak, gdy tylko nachyliłem się bliżej niej przymknęła powieki. W końcu moje usta dotknęły jej ust. Niesamowite uczucie, błagam brzmię jak dziewica przy pierwszym razie. Nieważne… jej usta smakowały jak maliny, takie słodkie. Mój Boże ta rozkosz. Alice była trochę onieśmielona, co starałem się zmienić, pogłaskałem ją czule po włosach i chwilę później mój język znalazł się w jej buzi. Nasze pocałunki stawały się coraz pewniejsze, zachłanniejsze. Dziewczyna odchyliła głowę do tyłu a ja korzystając z okazji zacząłem obdarowywać pocałunkami jej szyję na co ona odpowiedziała cichym jękiem. Oderwałem się od niej i zatopiłem się w jej oczach, zawstydziła się.
Jak słodko.




wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 5



*Perspektywa Alice*

Nie wiem ile jeszcze siedziałam na tej kanapie, ale minęło już dość sporo czasu. Stradlin dawno już zniknął, cóż… Jakoś tak wszystko wokół przestało mnie interesować, czułam się tak jakoś..Smutno, a przecież niby nic takiego się nie stało. Owszem, Axl zachował się chamsko biorąc mnie za dziwkę, ale nie dobierał się do mnie czy coś tak jak poprzednio. To nic takiego, żyje się dalej. Tylko Izzy, Izzy nie dawał mi spokoju. O co z nim chodziło? Zabolało mnie jego zachowanie, to tak jakby potwierdził słowa Rudego, nie zaprzeczył ani nic, w ogóle nic nie powiedział. Nie chcę pierdolić o tym, że uważałam, że jest inny i tak dalej bla bla bla. Jak mogłabym tak mówić skoro znamy się ledwie dwa dni? Nie wiem o nim nic poza tym, że nazywa się Izzy Stradlin, mieszka w HellHouse- rozpadającej się ruderze, oraz gra w jakiejś mało znanej kapeli rockowej. Nic.
Moje rozmyślania przerwało ciche skomlenie, nasłuchiwałam ,ale dźwięk po chwili umilkł. Rozejrzałam się dookoła i wtem na kolana wskoczyło mi małe kudłate coś. Patrzyło na mnie wielkimi oczkami i merdało wesoło puchatym ogonkiem, na mojej twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech.
-Skąd Ty się tu wziąłeś, mały?- Szepnęłam do niego i podrapałam go za uszkiem, jakie to urocze stworzenie! Psiak jakby w odpowiedzi polizał mnie po policzku. Biedactwo, co on robi w HellHouse? Jeśli właściciel się nie odnajdzie to... Zabieram go ze sobą!
- Buu!- Rozległo się nagle tuż przy moim uchu. Co do cholery?! Odwróciłam się szybko i ujrzałam roześmianego Stevena, odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- Cześć Steve.- Powiedziałam a ten usiadł się obok mnie- To wasz zwierzak?
- Niee… Znalazłaś go tutaj?- Zapytał nieco zdziwiony. Pokiwałam twierdząco głową i pogłaskałam psiaka po brzuszku. Usłyszeliśmy głośny trzask drzwi frontowych, a  chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej niż zwykle, choć czy to w ogóle możliwe?! Do salonu szybkim krokiem weszła nieznajoma mi dziewczyna.
- Jest Rose?- Zapytała rozejrzawszy się wcześniej po pomieszczeniu. Adler nadal szczerząc się od ucha do ucha pokręcił przecząco głową. Blondynka chyba nieźle już wkurwiona zsunęła się w dół po ścianie nie racząc przy tym nikogo spojrzeniem. Wyglądała jakby nie spała od kilku dni, czarny tusz rozmazany pod oczami dodawał jej nieco przerażającego uroku, same oczy były zaczerwienione …Jakby płakała?
- No i na chuja się tak gapisz, co? – Syknęła zimnym tonem, zauważając mój wzrok błądzący po jej twarzy.
-Jezu, Mia, spokojnie.- Fuknął na nią i obrzucił niechętnym spojrzeniem.- Nie wyskakuj tym swoim pięknym głosikiem na wszystkich , którzy tylko na Ciebie spojrzeli, dziewczyno.
- Pierdol się, Adler- Rzuciła podpalając fajkę wyciągniętą z kieszeni skórzanej kurtki. Zamknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu, opierając się o brudną ścianę. Zmieszana całą tą sytuacją wlepiłam swe zielone oczęta w niebieskie oczęta Stevena. Ten tylko zrobił przepraszającą minę i nawet nie raczył mi nic wytłumaczyć. Rozległ się kolejny trzask, tym razem jednak nie tak głośny jak poprzedni, do pokoju wkroczył Rudy. Niemal od razu zauważył siedzącą na podłodze Mie, podszedł do niej i bez zbędnych słów pomógł jej wstać i mocno ją do siebie przytulił, raz po raz głaszcząc jej włosy. Wpatrywałam się w nich szeroko otwartymi oczami, no nie powiem, ze ten widok ani trochę mnie nie zaskoczył. Nie chciałam jednak mieszać się w nie swoje sprawy. Kątem oka zauważyłam, że Axl złożył delikatny pocałunek na ustach dziewczyny i ścisnął lekko jej dłoń. Wyszli z salonu nie patrząc na nikogo, nawet na siebie nawzajem.

*Perspektywa Mii*

Axl jest właściwie jedyną osobą, do której mogę zwrócić się z każdym moim problemem, jednak nie nadużywam tego, nie chcę. Może to wydawać się trochę dziwne, Axl Rose- zdziczały, agresywny rockman jest gotowy pomóc niemal wiecznie przygnębionej dziewczynie z bliznami po przeszłości. Rozumiemy się bez słów, w końcu on też nie miał łatwo. Nie widziałam się z nim całe dwa tygodnie, nie wiem czy się martwił, może tylko wkurwił bo zniknęłam bez wyjaśnienia. Tak czy inaczej, wróciłam! Wiem, że nie wszyscy są z tego zadowoleni, na przykład taki Adler, ale chuj z nim. Izzy raczej się ucieszy, Duff pewnie też, no i Slash oczywiście! Niesamowicie się ucieszyłam, gdy zobaczyłam Rudego, wiedziałam, ze i tym razem mi pomoże. Zastanawia mnie tylko kim jest ta laska w salonie, na dziwkę nie wyglądała a to dziwne bo oprócz mnie i Victorii, żadna inna dziewczyna, która nie była dziwką czy dostawcą pizzy tu nie przychodziła. Nieważne. Jestem wykończona, ostatnie kilka nocy spędziłam na włóczeniu się po L.A., siedzeniu w barach i nawet na kilku imprezach byłam! Nie wiem jakim cudem jeszcze się na nogach trzymam. Domyślam się, że mogę wyglądać dość nieciekawie. Pieprzyć to. Może powinnam coś powiedzieć? On tak siedzi na tym fotelu, czekając aż się odezwę. W końcu zebrałam się w sobie… Ale nim zdążyłam wypowiedzieć choć jedno słowo on musiał mi się wtrącić, jak zwykle.
-Możesz mi do chuja pana powiedzieć, gdzie Ty byłaś przez ostanie dwa tygodnie?! –Podniósł na mnie swój wściekły wzrok, nie cierpię, gdy jest zły.
-Byłam..- I tu zastanawiałam się, czy powiedzieć prawdę.- Ech, po prostu musiałam wyjechać z domu. Nie mogłam już tam wytrzymać, Axl. – Nie kłamałam, sytuacja w domu jest opłakana, nie pamiętam, by kiedykolwiek było tak źle.
-Mia, wiem, że w Twoim domu jest krótko mówiąc patologia, ale to nie jest do cholery powód, żeby znikać na jebane tygodnie, nie mówiąc nikomu ani słowa!- Wydusił z siebie jednym tchem, wziął głęboki wdech i wydech- Wiesz przecież, że zawsze możesz przyjść do mnie, znajdzie się dla Ciebie miejsce. Nie uciekaj ode mnie, proszę.- Powiedział ciszej i patrzył się błagalnie prosto w moje oczy, nadal jednak był podenerwowany. Wolałam nic nie mówić, pokiwałam głową i spuściłam wzrok. Niestety Rose dopiero się rozkręcał…
- Powiesz mi, co tym razem się stało? – Zapytał całkiem spokojnie. Nie odrywając wzroku od podłogi, wzięłam głęboki wdech i podwinęłam skrawek mojej koszulki. Nie miałam siły o tym mówić, wolałam po prostu pokazać.

*Perspektywa Axl’a*

Czekałem na to co mi odpowie i przyznam szczerze, że kurwa bałem się tego, co mogę od niej usłyszeć.
Zamiast tego, ona podwinęła tylko swoją koszulkę, nie spodziewałem się takiego widoku. Owszem, u niej  w domu było tylko chlanie, ruchanie (Nie, wcale nie tak jak w HellHouse. Skądże) i wrzaski. Matka prostytutka i ojciec bezrobotny alkoholik, uroczo, nie? Nie pomyślałbym jednak o tym, że mogą znęcać się nad nią nie tylko psychicznie, ale i fizycznie.  Ona była taka krucha, na jej bladym brzuchu wyraźnie odcinały się żółte, fioletowe i gdzieniegdzie czerwone plamy, zadrapań też nie było mało. Niesamowicie się wkurwiłem, wiedziałem jednak, że i tak nic nie mogę zrobić, bo Mia mimo wszystko kocha tych skurwieli. Nie wiedziałem co powiedzieć, nie umiałem pocieszać czy coś, zresztą ona wiele razy mi udowodniła swoim zachowaniem, że żadnych pocieszeń i rozczulania się nad nią nie potrzebuje. Zawsze wtedy zachowywała zimną krew, nigdy nie płakała, nigdy przy mnie.
-Mogę u was zostać na jakiś czas? –Odezwała się po chwili.-Nie chcę tam teraz wracać.- Dodała cicho. Usiadłem obok niej na łóżku i odgarnąłem kosmyk jej włosów z czoła. Uśmiechnęła się delikatnie i wahając się chwilę, spojrzała na mnie.
-Zostaniesz tak długo, jak długo będziesz chciała, Mia.

*Perspektywa Alice* 

-To znaczy, że mogę go zabrać?!- Byłam cała rozpromieniona, Steve przytaknął radośnie i pogłaskał zwierzaka po mordce. Zbierałam się już do wyjścia, przypomniałam Adlerowi o tym , że  ma przekazać Victorii, że poszłam już do domu. Uściskałam chłopaka na pożegnanie i biorąc psiaka na ręce wyszłam z HellHouse. Nie mając pojęcia, która może być godzina, do domu szłam szybkim krokiem.
Nie zważając na innych przechodniów, wzrok miałam skierowany na psiaka, tylko raz po raz podnosiłam głowę, by nie wpaść pod samochód przechodząc przez pasy. Nagle (Dokładnie jak w filmach) wpadłam na kogoś, psiak pisnął a ja z lekka przestraszona spojrzałam nieco w górę.  Przede mną stał rozbawiony nie kto inny, a Jim. Dostałam rumieńców choć usilnie starałam ukryć swoje zakłopotanie, a niech to.
- Gdzie się tak spieszysz, hmm?- Ja pierdole, zaraz powinien wyciągnąć pistolet i powiedzieć” Idziesz ze mną na seksy, albo po tobie, mała” Nic z tego, draniu. Widzisz tego dzielnego zwierza na moich rękach?
- Idę do domu- Powiedziałam po chwili i wyminęłam go szybko. Zaraz jednak przypomniałam sobie coś.- Po co do mnie dzwoniłeś?
- Chciałem się z Tobą zobaczyć- Odrzekł, wprawiając mnie tym w zakłopotanie. Odgarnął swoje piękne włosy z twarzy i spojrzał mi prosto w oczy. Zmiękły mi kolana a oddech przyspieszył...O nie! Co on sobie kurwa myśli?!
- Po co? –Zapytałam dość nieprzyjemnym tonem. Ten zaśmiał się krótko i podchodząc bliżej mnie, niebezpiecznie blisko- nawiasem mówiąc. Pies zawarczał cicho, Jim nie zwrócił na niego uwagi.
-Bo Cię lubię, Alice.- Powiedział, unosząc lewy kącik ust do góry. – Chciałbym spędzić z Tobą trochę czasu, co w tym dziwnego?- Nie zastanawiając się długo, szepnęłam tylko.
- Jutro o 20.00- Odwróciłam się i odeszłam nie czekając na jego reakcje.