Przepraszam, ze tak późno, ale słowa dotrzymałam bo opublikowałam ten post o godzinie 23;45, o! Hmm wybaczcie. Ten rozdział pisałam strasznie długo, za długo, ale już jest więc zapraszam do czytania i komentowania! C:
*Perspektywa Alice*
Od dwóch godzin
jestem już w domu, nakarmiłam zwierzaka, którego postanowiłam nazwać… Jamie.
Mniejsza z tym, jestem
trochę podenerwowana, bo za jakaś godzinę rodzice mają wrócić i „Poważnie
porozmawiać ze mną na temat mojego karygodnego zachowania”. Mam nadzieje, że i
tym razem obejdzie się bez szlabanu. W wakacje. Bądź co bądź mam lat 15 i gówno
do gadania. Dawno pogodziłam się z tym, że moje zdanie się nie liczy, a w
niektórych przypadkach powoduje tylko niepotrzebne awantury. Poza tym staram
się nie sprawiać im większych kłopotów, dzięki temu mam jako tako większą
swobodę. Boże, co ja pieprze. Chciałabym, żeby tak było, niestety dopóki nie
skończę 18 lat i nie wyprowadzę się
stąd-Sytuacja nie ulegnie zmianie. Westchnęłam cicho i otworzyłam lodówkę by
bliżej się z nią zaznajomić. Mleko sojowe, sałata, kilka pomidorów...Galaretka!
Szybko porwałam ją w swoje objęcia i uściskałam jak starą, dobrą przyjaciółkę.
Mówiłam już, że uwielbiam galaretki?
Najbardziej
agrestową mmm, albo wiśniową! Niebo w gębie.
Dobra, skup się
Alice.
Może po prostu
zamówić pizze?
Palnęłam się w
czoło, jasne, ze tak! Wszyscy, którzy trochę lepiej mnie znają wiedzą, że mój
talent kulinarny ogranicza się do zrobienia kanapek i właśnie zamówienia pizzy.
Mama powinna o tym wiedzieć, pff. Tak więc po chwili wykręciłam dobrze mi już
znany numer.
*Perspektywa
Izzy’ego*
Jestem zwykłą
ciotą, życiową sierotą, chujem i idiotą, nawet się zrymowało! Stradlin weź się
w garść,
od dwóch godzin
bezsensownie łazisz po tym zasranym L.A i oczekujesz cudów. No właśnie, o co
tak dokładnie chodzi? Odpowiedź jest w sumie prosta, o Nią. Niby zwykła
małolata, na którą w ogóle nie powinienem zwracać uwagi, przecież wokół jest
tak wiele zajebistych dziewczyn, o które nawet nie musze się specjalnie starać,
wystarczy, ze postawie im drinka a one już idą w stronę klubowych kibli
trzymając mnie za rękę. Proste, ale chyba właśnie to mi się w niej podoba, że
nie jest taka jak te dziwki. Poza tym
jest naprawdę śliczna, taka naturalna, ale przede wszystkim nawet
inteligentna, a to zdarza się nieczęsto. W przypływie gniewu kopnąłem jakiś
kamyk leżący na chodniku, co się z Tobą dzieje Izzy? Zawsze byłeś takim
spokojnym człowiekiem, najspokojniejszym z całej tej bandy pojebów.
Postanowiłem wrócić do HellHouse, wątpię aby nadal tam siedziała, ale nie
zaszkodzi sprawdzić, nie? Tylko co ja
mam jej powiedzieć? „ Cześć Alice, bardzo mi się podobasz, pójdziesz ze mną na
randkę?” Nie Izzy, to nie w Twoim stylu. Muszę wymyślić coś lepszego, ale do
chuja pana ja nie mam doświadczenia! Innym laskom płaciłem za numerek w kiblu i
było po sprawie, zero kłopotów. Stradlin, w co ty się mieszasz? Po chwili spostrzegłem, że stoję przed domem
Alice, rozejrzałem się dookoła i w sumie sam nie wiem jak tu się znalazłem.
Wchodzić? A może lepiej nie? Nie będę ciotą, wchodzę. Podszedłem do drzwi i
zapukałem lekko. Cisza. Może jej nie ma? Dla pewności pukam jeszcze kilka razy,
głośniej. Czy mi się wydaje czy słyszę jakieś wrzaski? Naciskam na klamkę, a
drzwi powoli się uchylają, okej… Czy właśnie tak nie jest w wielu horrorach?! Główny
bohater nieświadomy zagrożenia wchodzi do jakiegoś budynku, PROSTO W PUŁAPKĘ.
Wychodzi bez ręki, oka lub wcale. Spokojnie Izzy, nie dramatyzuj. Głęboki wdech
i wydech. Wchodzę motherfuckers!
Zrobiłem ledwie trzy kroki, gdy zobaczyłem zapłakaną i chyba nieźle
wkurwioną Alice biegnącą w moją stronę, spojrzała na mnie zdezorientowana, ale
szybko wyminęła mnie, złapała za rękę i pociągnęła z powrotem
w kierunku wyjścia. Za nami słychać było podniesione głosy i stukot
butów na obcasie, obejrzałem się za siebie, ale zobaczyłem tylko zamykające się
z trzaskiem drzwi. Dziewczyna niemal biegła, nadal trzymała mnie za rękę. W
końcu kiedy sporo oddaliliśmy się od jej domu, zatrzymała się i puściła mnie
szybko. Spojrzała na mnie po raz drugi dzisiejszego dnia, lecz szybko spuściła
wzrok mamrocząc coś pod nosem. Nie
wiedziałem o co tak do końca chodziło, domyśliłem się tylko, że pokłóciła się
ze starymi. Powinienem coś
powiedzieć? Zrobiło się trochę
niezręcznie.
- Alice… Co się
stało? – Oryginalnie, nie ma co. Nie podniosła na mnie wzroku, stała tak z
rękami włożonymi do kieszeni dżinsowej kurtki, włosy zasłoniły jej twarz. Zero
reakcji. Po chwili wahania podszedłem do niej i delikatnie przytuliłem,
wzdrygnęła się lekko, ale sekundę później
desperacko wtuliła się we mnie. Chciałbym móc rozwiązać wszystkie jej
problemy, ona chyba wierzyła, ze potrafię, to jeszcze dziecko, co w tym
dziwnego? Staliśmy tak przytuleni dobre 10 minut. Raz po raz głaskałem ją po
włosach w nadziejii, że dziewczyna przestanie płakać. W końcu udało mi się ją
uspokoić, odsunąłem ją delikatnie od siebie i spojrzałem w jej piękne zielone
oczy, otarłem łzy z jej zaczerwienionych
policzków i uśmiechnąłem się
niepewnie, próbowała odwzajemnić uśmiech, ale wyszedł jej tylko jakiś grymas.
- Będzie dobrze-
Powiedziałem , choć sam nie lubiłem słyszeć takich słów, według mnie to zwykłe
pierdolenie.
-Masz fajkę?-
Odezwała się nagle, jej głos był lekko zachrypnięty. Trochę zdziwiony i
niezadowolony wyciągnąłem paczkę z kieszeni i poczęstowałem ją. Nie chciałem,
żeby paliła, ale trochę głupio byłoby mi odmówić, zwłaszcza jej.
- Dzięki, Izz-
Mruknęła. Użyczyłem jej ognia a ona zaciągnęła się mocno. Oderwałem od niej
wzrok.
*Perspektywa
Alice*
Nienawidzę ich, nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę! Ochłoń, Alice. No
kurwa nie mogę!
Całe swoje życie byłam im posłuszna, uczyłam się dobrze, nie piłam,
nie paliłam (1-2 razy się nie liczy) pomagałam w domu, jeździłam na te zasrane
wieczorki dla idealnych rodzinek, nie sprawiałam większych kłopotów. Ogółem
niemalże wzorowa córeczka. Jeden raz, jeden gówniany raz wróciłam zbyt późno do
domu i szlaban! Pff i to nie byle jaki! Zmywanie naczyń, sprzątanie w domu
przez tydzień bym ścierpiała, ale wysłanie mnie na CAŁE wakacje do babci na
wieś na jakieś zadupie?! To jest kurwa przesada!
Nie pojadę tam.
Nie mogę tam jechać, ocipiałabym z nudów.
Może Victoria by mi pomogła?
- Wiesz gdzie jest Vicky? – Odezwałam się do zamyślonego Stradlina.
Czarnym trampkiem zdusiłam tląca się jeszcze fajkę i zerknęłam na chłopaka,
który natarczywie mi się przyglądał.- O co chodzi?- Ten jakby się ocknął i
niedbale odgarnął czarne kosmyki z oczu.
- Pewnie jeszcze w HellHouse- Odparł cicho i ruszył w stronę rudery.
Sekundę później szłam z nim ramie w ramie nucąc cicho Sweet Home Alabama, niewiarygodne jak szybko uchodzą ze mnie złe emocje, nie? Przez całą
drogę nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem, obraził się? Sama nie chciałam
pierwsza zaczynać rozmowy, w sumie nawet nie miałam nic do powiedzenia. A może jednak?
-Izzy?- Zaczęłam niepewnie.- Bo… Twoja reakcja na słowa Axl’a, wieesz...-
Tak, tak musiałam zacząć ten najgorszy z możliwych tematów. Zerknęłam na niego,
był nieco zmieszany choć usilnie starał się tego nie okazać. Izzy Kamienna Twarz Stradlin.
-Nie przejmuj się, to..To tylko tak wyglądało. Rozumiesz? – Zatrzymał się
i chcąc podkreślić swoje słowa chamsko wlepił we mnie swoje oczy.- Nie traktuje
dziewczyn tak jak Axl.- Zarumieniłam się, jak zwykle. Zauważył to i na jego
twarz wstąpił delikatny uśmieszek,
przybliżył się nieco i cały czas patrząc mi w oczy zaczął się ku mnie
nachylać. O FUCK. Rozchyliłam nieco wargi i uniosłam lekko podbródek, niemal
czułam już smak jego ust, jego pięknych ust… KA BOOM! Niedoczekanie.
*Perspektywa Izzy’ego*
Wciąż wpatrywałem się w jej cudowne, szmaragdowe oczy, byłem coraz
bliżej jej ust, niemalże się stykały.
Nagle trzask, ktoś zaklął a ja leże oparty o jakiś płot. Co do kurwy?!
Podniosłem się chwiejnie i otworzyłem oczy. Jakiś metr dalej leżał rower a pod
nim Steven, obok niego siedział Slash, który dzięki swojej czuprynie pozostał z
nienaruszoną głową, kogoś mi brakowało. Dzidżas Alice! Rozejrzałem się wokół
siebie i ujrzałem ją niemal natychmiast, leżała na trawniku na wznak i coś
jęczała, podszedłem szybko i ukląkłem przy niej. OMATKOCOROBIĆCHYBAZEMDLEJE.
- Alice?! Alice co Cię boli? Masz coś złamanego? Możesz mówić?-
zasypywałem ja pytaniami a ona tylko bezmyślnie gapiła się w niebo i głupio się
uśmiechała- Alice ja Cię błagam!- już odchodziłem od zmysłów gdy ona nagle się
odezwała.
- Izzy..Spójrz na te chmury. Patrz jakie piękne słońce, ale zobacz!-
Zaśmiała się wesoło, a ja popatrzyłem na nią tak jak często mam okazje spojrzeć
na Stevena. Ukryłem twarz w dłoniach i brakowało tylko tego abym zapłakał
cichutko, ale ja jestem prawdziwym mężczyzną i płakać nie będę.
-Alice, złotko...Możesz wstać? Ładnie proszę. – I nie czekając na jej
reakcje wziąłem ją na ręce i fuknąłem gniewnie na wszystkiemu winnych debili,
odwróciłem się i ruszyłem w stronę rudery.
Po jakimś czasie byłem już nieźle zmęczony, dlatego więc ogromnie się
ucieszyłem ( Chyba po raz pierwszy), gdy ujrzałem HellHouse, otworzyłem
kopniakiem drzwi i poszedłem do pokoju, w którym sypiam. Nie był on zbyt
duży..Właściwie był malutki, cała rudera składała się z trzech małych pokoików
i jednego większego, do tego mały salon i maciupka kuchnia oraz łazienka. Ja,
Duff i Axl mieliśmy osobne pokoje natomiast Slash i Steven jako nieodłączni
kompani zgodzili się mieć pokój razem. Położyłem nadal majaczącą dziewczynę na
materacu, na którym śpię i usiadłem obok na podłodze, po krótkiej chwili
zasnęła. Siedziałem jeszcze przez jakiś czas przy niej, ale znudziło mi się to
i wyszedłem do salonu, nie było tam nikogo, sprawdziłem wszystkie pokoje,
kuchnie i kibel. NIC. Gdzie ich wszystkich wywiało?
W sumie to nawet się ucieszyłem, rozłożyłem się na kanapie i
rozkoszowałem się ciszą, sięgnąłem po jedną z butelek stojących przy stoliku i
po chwili delektowałem się cudownym napojem, taaaaaak.
Po dłuższym czasie usłyszałem ciche kroki kierujące się w moją stronę,
odwróciłem się i zobaczyłem nieco rozkojarzoną Alice, uśmiechnęła się szeroko,
podeszła do mnie i usiadła obok.
- Dobrze się czujesz? – Zapytałem na co ona tylko pokiwała głową.
- Ej bo..- Urwała- Już nic. – Spojrzałem na nią zaciekawiony, ale ona
speszona odwróciła wzrok. Jestem jednak geniuszem i szybko domyśliłem się o co
jej chodziło, delikatnie złapałem ją za podbródek i odwróciłem w kierunku mojej
twarzy, na początku uciekała wzrokiem, jednak, gdy tylko nachyliłem się bliżej
niej przymknęła powieki. W końcu moje usta dotknęły jej ust. Niesamowite
uczucie, błagam brzmię jak dziewica przy pierwszym razie. Nieważne… jej usta
smakowały jak maliny, takie słodkie. Mój Boże ta rozkosz. Alice była trochę
onieśmielona, co starałem się zmienić, pogłaskałem ją czule po włosach i chwilę
później mój język znalazł się w jej buzi. Nasze pocałunki stawały się coraz
pewniejsze, zachłanniejsze. Dziewczyna odchyliła głowę do tyłu a ja korzystając
z okazji zacząłem obdarowywać pocałunkami jej szyję na co ona odpowiedziała
cichym jękiem. Oderwałem się od niej i zatopiłem się w jej oczach, zawstydziła
się.
Jak słodko.
