niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 8 część 1.


 Taak, rozdział z dużym opóźnieniem i podzielony na 2 części. Przepraszam, kiepsko to wyszło.


*perspektywa Axl’a*

Powinienem był od razu za nią pójść, przecież nie będę jej teraz szukał po całym L.A. Chociaż może i dobrze, że tego nie zrobiłem, musiałem się uspokoić. Kurwa, chyba czas ruszyć dupsko, nie będę dziś spał na ławce w parku, muszę coś wypić. Wstałem chwiejnie i poprawiłem czerwoną bandanę, która opadła mi na oczy.  No to jaki kierunek obrać? Roxy, Troubadour, Rainbow, Whisky czy Cathouse? Taki wybór. Pójdę do Cathouse, pewnie Hudson nadal tam siedzi. Tak więc skierowałem się w stronę wspomnianego baru człapiąc moimi zajebistymi kowbojkami, które podpierdzieliłem Duff’owi za nim zdążył je kiedykolwiek założyć. Człapu, człapu człap. Z podniesioną dumnie głową przemierzałem Sunset Strip, kolorowe neony dodawały ulicy niesamowity urok, wpatrywałem się we wszystko dookoła i po prostu podziwiałem. W końcu znalazłem się u progu swego celu. Tradycyjnie chciałem usiąść przy naszym stoliku, ale takiego widoku raczej się nie spodziewałem.
- Co Ty kurwa robisz?!- Krzyknąłem do mężczyzny w śmiesznym, czarnym płaszczu. Ten spojrzał na mnie, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo zacisnąłem dłoń w pięść i przypierdzieliłem mu w szczękę. Myślałem, że mi odda, ale on popatrzył mi w oczy jakoś tak... Dziwnie i odszedł. Stałem tak kompletnie zdziwiony, wpatrując się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał. Zaraz jednak przypomniałem sobie o tej całej Alice. Odwróciłem się do niej, miała rozciętą wargę, z której jeszcze sączyła się krew, oraz zaczerwieniony policzek. Podniosła na mnie swój wzrok, była wystraszona, ale nie wyglądało na to, żeby miała się zaraz poryczeć. Chyba.
-Kim był ten facet?- Zapytałem obrzucając wzrokiem śpiących przy stoliku durni.
-Nie wiem- Odpowiedziała beznamiętnie- Próbowałam zasnąć, ktoś krzyknął, a potem ten koleś szarpnął mnie i uderzył.- ukradkiem zerknęła na śpiącego Stradlina. Ten to się kurwa umie zająć dziewczyną.
-Chodź- Mruknąłem- Przecież nie będziemy tak stali czekając aż się obudzą- Wyciągnąłem paczkę fajek z kieszeni ramoneski, która okazała się pusta. Zakląłem pod nosem.- Boże, nic Ci nie zrobię- powiedziałem ujrzawszy jej wystraszoną minę. Nie wyglądała na do końca przekonaną, jednak ruszyła do wyjścia obrzucając wcześniej śpiącego i niczego nie świadomego królewicza wściekłym spojrzeniem. Zaśmiałem się pod nosem i wyszedłem za nią z baru. Przez całą drogę nie odezwała się do mnie ani słowem, ale to dobrze, nie miałem ochoty na jakiekolwiek rozmowy. Ciągle po głowie chodziła mi Mia, gdzie ona może teraz być? Kurwa, nie ma tak. Nie będę zawracał nią sobie głowy skoro ona i tak ma mnie głęboko w dupie. Jestem William Axl Pierdolony Rose i to ja olewam ludzi, a nie oni mnie. Ale ona nie jest dla mnie pierwszym lepszym człowiekiem, nie mogę jej tak po prostu zostawić. Rose, a ona może? Odezwał się jakiś pierdolony głośnik w mojej głowie. Nosz kurwa, jeszcze tego brakowało abym gadał sam ze sobą.
-Axl!- Ocknąłem się z zamyślenia i poczułem, że ktoś łapie mnie za rękaw i ciągnie do tyłu. Centralnie przede mną zauważyłem twarz wściekłego kierowcy, który rzucał obelgi w moją stronę po czym pokazując mi środkowy palec odjechał z piskiem opon. Co to kurwa było?!
- Czy Ty chcesz się kurwa zabić?!- Przede pojawiła się znów wściekła i wystraszona Alice.- Zostałaby po Tobie brzydka plama, wiesz?
-Dzięki... Czy coś.- Mruknąłem i obdarzając ją bladym uśmiechem ruszyłem w dalszą drogę. Mijając monopolowy sprawdziłem stan swojego portfela i uśmiechem na twarzy wkroczyłem do sklepu, a za mną oczywiście ta mała. Z lubością przeglądałem alkohole wystawione na półkach, brakowało tylko tego aby na ich widok zaczęła mi cieknąć ślinka. Zdecydowałem się na Danielsa i pół litra wódki, a co tam, zaszaleje. Alice kupiła paczkę chusteczek i teraz czekała  przy drzwiach wycierając krew z wargi. Przeżyje. Zapłaciłem i z przykrością stwierdziłem, ze stan mojego portfela jest kiepski. Kiwnąłem w stronę dziewczyny dając jej znak, że możemy już wyjść.
----
- Nie wierć się tak, bo będzie boleć jeszcze bardziej!- Zganiłem ją, próbowałem obmyć jej ranę wodą utlenioną, którą o dziwo znalazłem w tym syfie, ale ona nawet próbowała mnie ugryźć! To znaczy Alice, nie woda.
- Kurwa, ja się zaraz uduszę w tym smrodzie!- I już ma łzy w oczach, no ludzie. Odgarnąłem kosmyk włosów z jej twarzy i w końcu skutecznie przycisnąłem wacik z wodą do rozciętej wargi. Sukces. Pisnęła głośno i zamknęła oczy. Poklepałem ją pocieszająco po ramieniu.
-Chłopaki się przyzwyczaili, Ty też dasz rade.- Odparłem śmiejąc się pod nosem.

*Perspektywa Alice* 

Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, Axl jest... Jest okej. No co? Wyciągnął mnie z tego baru, podczas, gdy Izzy smacznie sobie spał. Zdezynfekował moją rozciętą wargę, a teraz rozwaleni na kanapie, wpierdalamy chipsy i oglądamy głupawe reality show. Myślę, że jak na niego to i tak dużo. Jeeeej, jak mi się chcę spać. Ziewnęłam przeciągle i oddałam swoją paczkę chipsów rudemu.
- Prześpię się trochę- Oznajmiłam, układając się wygodnie. Ten kiwnął głową i ściszył trochę telewizor.
   Po dłuższym czasie leżenia i bezmyślnego gapienia się w przestrzeń, stwierdziłam, że jednak nie zasnę. Głowę zaprzątał mi ten mężczyzna z baru, o co mogło mu chodzić? Nie należę do żadnej sekty, nie mam konfliktów z dilerami ani nic, może mnie z kimś pomylił. Borze, witaj w dżungli, Alice. Zaśmiałam się cicho, czym zwróciłam uwagę Axl’a.
- Nie spisz już? – Odezwał się.
-Nie mogłam zasnąć- Odparłam i poczułam, że burczy mi w brzuchu.
- Zaśpiewać Ci kołysankę, dziecino? –To aż ociekało sarkazmem- Wiesz przecież, że głos mam cudowny- Słysząc to wybuchłam śmiechem, nie mogłam  mu przecież przyznać racji, nie? Ten zrobił obrażoną minę i odwrócił się w drugą stronę, wyglądało to naprawdę przekomicznie. Zwlekłam swój leniwy tyłek z kanapy i poczłapałam do tak zwanej kuchni, umieeeram z głodu.
   Otworzyłam lodówkę, ale jedyne co w niej znalazłam to światło, krakersy(!) i dwie butelki Nightraina. Świetnie, najem się do syta. Przeszukałam jeszcze znajdujące się w pomieszczeniu szafki. Oprócz kilku talerzy, trzech misek, dwóch widelców i noży, nie było kurwa nic. Ach, zapomniałam o martwym karaluchu, paczce prezerwatyw i słoiku z dziwną, nieznaną mi zawartością. Jakoś nie korciło mnie, aby przekonać się co to jest. Zrezygnowana postanowiłam zjeść schłodzone krakersy, zawsze coś.
*Perspektywa Victorii*


Obudziła mnie suchość w gardle, nieznośny ból głowy i… karku?  Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam jedynie zasyfioną podłogę, gdzie Duffie? Ano tak, wisze głową w dół.
-O, panienka raczyła się już obudzić?- Uniosłam lekko głowę, ale zobaczyłam tylko kolana. Czy właśnie przemówiło do mnie jedno z nich?- To może panienka raczyłaby również podnieść swoją szanowną pupę i razem z tymi dostojnymi panami, zechciałaby opuścić ten lokal? Zamykamy. –Uśmiechnęłam się do niego szeroko, niestety między moim jednym, a drugim mrugnięciem ów kolanka zniknęły. Szkoda, były bardzo miłe.
Powolutku, zachowując szczególną ostrożność, usiadłam. Duma wręcz mnie rozpierała. Wtuliłam się w Duff’a i klepiąc go BARDZO delikatnie po policzku zdołałam go obudzić. Wymamrotał cos i pierwsze, co zrobił to sięgnął po pustą już butelkę wódki, nie no świetnie. Wstałam z kanapy i chcąc nie chcąc musiałam zawlec go do domu razem ze sobą. Reszta jakoś sobie poradzi, wystarczy, że ich obudzę.
-Wstawać chuje!- Nie, nie mam ochoty na budzenie każdego po kolei miłymi słówkami zachęty -Slash, Steven, Izzy, Alice! Ruszyć dup… Alice?- Dobra, chyba zaczynam panikować. Sprawdzę pod stołem! Nachyliłam się i… Nie ma jej!
-Duff, Duff!- Zaczęłam nim potrząsać.- Nie ma Alice!
-Co…? Kogo?- Przejechał ręką po twarzy i wlepił we mnie swój bezmyślny wzrok. Już lekko podirytowana i zdenerwowana wybiegłam z baru, mając w dupie to, że zostawiam ich samych kompletnie skacowanych. Nie miałam pojęcia gdzie ona mogła pójść, może do domu? Wątpię, żeby w środku nocy wracała sama i to jeszcze tam. Hellhouse? Raczej by nie trafiła. A jeśli ktoś jej cos zrobił?! Mogłam zapytać się kogoś z baru, czy niczego takiego nie widział. Jak zwykle działam zbyt impulsywnie.
W niemal szaleńczym tempie dobiegłam do rudery. Po drodze nie obeszło się oczywiście bez gwałtownych zahamowań, kilku rozwścieczonych kierowców, no ale dotarłam, żywa! Szybko wbiegłam do środka i…
-Alice Richardson!



niedziela, 20 lipca 2014

INFORMACJA

Następny rozdział miał pojawić się najpóźniej dzisiaj, ale tak się nie stanie. Mam już napisaną większą część, niestety to nadal nie jest wystarczająco dużo, by to opublikować. Czemu nie dopisze do wieczora? Komputer stanowczo odmówił współpracy, nawet nie mam teraz dostępu do reszty opowiadania. Kiedy  pojawi się rozdział? Do końca przyszłego tygodnia, NA PEWNO. Tak więc przepraszam i...i cieszcie się wakacjami, o!
W ramach przeprosin wstawiam kilka zdjęć










wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 7




 Ekhem... Tak więc dziękuje M. za pomoc w napisaniu perspektywy Axla. I trochę mi smutno bo nie komentujecie. ;-;

*Perspektywa Mii*

Jak mi tego brakowało, znaczy nie siedzenia w barze, bo przez ostatnie tygodnie to tam spędzałam większość czasu, ale właśnie tych chwil w nim z Axl’em i Slash’em. Och, no dobra, rozczulam się, ale ja naprawdę kocham tych kretynów z całego mojego popierdolonego serduszka!
Siedzimy właśnie przy jednym ze stolików w Cathouse, Rose opowiada Slash’owi o akcji ze Stevenem na haju, śmiejąc się przy tym jak… Sam Steven. Biedny Adlerek, choć często strasznie mnie wkurwia to jednak mi go żal. No co? Mam serce! Nie przysłuchuje się jednak dokładnie ich rozmowie, zresztą trudno cokolwiek zrozumieć przez to, że obaj co chwile wybuchają śmiechem, a no i ilość wlanego w siebie alkoholu z lekka to utrudnia. Całą swoją uwagę starałam się skupić na jakimś zespole, który właśnie dumne wkroczył na scenę, mordy kojarzyłam, ale nie bardzo potrafiłam sobie przypomnieć kto to jest. Przy mikrofonie stanął długowłosy blondyn  o boskiej twarzy, o ludzie… On jest naprawdę cudowny! Jak mogłam wcześniej nie zwrócić na niego uwagi?
-Hej Mia, upatrzyłaś sobie Bacha?- Zaśmiał się Slash czym okrutnie przerwał mi wpatrywanie się w aktualny obiekt moich westchnień.
- On nazywa się Bach?- Wskazałam ruchem głowy na ów chłopaka i spojrzałam się pytająco na Kudłacza. Ten przytaknął i uśmiechnął się szeroko- A na imię ma…?
- Sebastian- Odparł i dodał- Mogę Cię z nim poznać jeśli chcesz- Oczy rozbłysły mi radośnie i tym razem to ja szeroko się uśmiechnęłam. Zauważyłam, że Axl nerwowo wpatrywał się w Slasha, zignorowałam to, jednak zaraz jego wzrok przeniósł się na mnie. O co chodzi?
- Coś Ty taki nerwowy się zrobił, Axl?- Zapytałam, próbując przegłuszyć kapele, która przed chwilą zaczęła grać, swoją drogą… Sebastian ma całkiem niezły  głos! Ten spojrzał się na mnie z byka, by po chwili całkowicie mnie zignorować i zająć się szklanką whisky. Trochę zdezorientowana zerknęłam na Slash’a, który był tak samo zaskoczony nagłą zmianą humoru Axl’a bez wyraźnej przyczyny co ja.
Do stolika podeszła jakaś wyzywająco ubrana dziewczyna z mocnym makijażem i tlenionymi blond włosami… Takimi jak McKagan! Nachyliła się w stronę Rose’a dając nam widok na jej ogromne cyce. O matko, to mnie przygniata. Cóż… Slash nie wyglądał na niezadowolonego, wręcz przeciwnie. Dziwka zaczęła kleić się do MOJEGO Axl’a i do MOJEGO Slash’a, posłałam Mulatowi spojrzenie mówiące „ Jeśli gdziekolwiek z nią pójdziesz, będziesz miał miazgę w kroczu” po czym uśmiechnęłam się słodko. Nie mogłam dać tego samego do zrozumienia Axl’owi, bo KTOŚ zasłonił mi jego twarzyczkę. Coś od wewnątrz szarpnęło mnie za to dudniące cholerstwo, gdy Rudy całując się z to blond dziwką wstał i ruszył z nią w stronę klubowym kibli, posłał mi jeszcze spojrzenie pełne triumfu i zniknął  w tłumie.

*Perspektywa Axl’a*

Zjebany kudłacz, „Widzę, ze upatrzyłaś sobie Bacha.  Mogę Cię z nim poznać bla bla bla” A ta wpatrywała się w niego jak pojebana. Halo, ja tu jestem! Teraz jednak czekało mnie coś przyjemniejszego …Ruszyłem z tą dziwką do kibla, ściągnąłem z niej ubrania, opuściłem bokserki i chwilę jeszcze mocowałem się z gumką, po czym bez zbędnych ceregieli zacząłem pieprzyć ją od tyłu. Można powiedzieć, że wyładowałem na niej całą swoją złość, nie skarżyła się. Po kilku minutach doszła z głośnym jękiem, przybrałem maksymalnie szybkie tempo i chwilę później opadłem na nią ciężko dysząc. Ugh …jak od tej suki wali śledziem. Ja pieprze. Wypierdoliłem ją całą nagą z kabiny i zapinając spodnie pobiegłem w stronę Mii. Kurwa, no i co ja jej powiem? Widziałem jej spojrzenie, gdy odchodziłem  od stolika. Wiem, nie cierpi tego, ze ja i Slash chodzimy na dziwki, no przynajmniej nie w jej obecności. Pewnie martwi się, że złapiemy jakiegoś syfa czy coś, ale my aż tacy głupi nie jesteśmy, się wie. Znalazłem się w końcu przy stoliku, Mia zmierzyła mnie wzrokiem i przysunęła się bliżej Kudłacza, który cały czas zawzięcie jej coś tłumaczył. Zjebałem, chociaż raz mógłbym utrzymać kutasa w gaciach. Usiadłem naprzeciwko  nich i perfidnie lustrowałem ich twarze wzrokiem. Udawali, że wcale tego nie zauważają, zobaczymy jak długo dadzą radę. Moja słodka Mia powiedziała coś na ucho Mulatowi i obdarowując mnie przelotnym spojrzeniem wstała od stolika i po prostu wyszła z klubu. Chyba jednak się wkurwiła. Posłałem Slash’owi pytające spojrzenie.
- Po prostu za nią idź, Rose- Mruknął pod nosem i zawołał kelnerkę …No ta, szklanka była już pusta. Nie zastanawiając się dłużej wybiegłem za nią. Kiedy znalazłem  się już na zewnątrz, rozejrzałem się dookoła, stała tam. Kurwa, nie sama, a z dilerem. Szybkim krokiem podszedłem do niej i chyba trochę za mocno szarpnąłem ją za rękę, ta wkurwiona spoliczkowała mnie i chowając woreczek z proszkiem do kieszeni udała się w przeciwnym kierunku. Facet zaśmiał się cicho a ja zgromiłem go wzrokiem, nic sobie jednak z tego nie zrobił bo z głupim uśmiechem podszedł do jakiegoś młodego chłopaka i  tym razem jemu złożył swoją „ofertę”. Wkurwiony poszedłem za nią.
*Perspektywa Victorii*
Zgarnęliśmy siedzących w salonie Alice i Izzy’ego i całą ekipą..No może nie całą, bo nie było Axl’a i Slash’a, udaliśmy się w stronę baru Cathouse. Idąc z Duff’em za rękę raz po raz zerkałam na Alice, która wydawała mi się dziwnie czymś zawstydzona. Czyżby pod naszą nieobecność działo się coś ciekawego? Swoimi spostrzeżeniami chciałam się podzielić z chłopakiem, gdy nagle zauważyłam Mie idącą w naszą stronę szybkim krokiem, ale chyba nas nie widziała …Albo nie chciała zobaczyć. Za nią zobaczyłam niemal biegnącego Axl’a, pokłócili się? Spojrzałam na Duff’a, który z lekka zdziwiony skierował swój wzrok na mnie. Wzruszyłam ramionami. Już chciałam przyspieszyć kroku, by zbliżyć się do Mii, gdy Axl ją dogonił i zaczął… Przeszukiwać jej kieszenie. Wkurwiona Mia próbowała go od siebie odepchnąć, ale z marnym skutkiem. Zaniepokojona wpatrywałam się w scenę rozgrywającą się przede mną. Poczułam, ze dłoń McKagana wysuwa się z mojego uścisku, który wzmocniłam w przypływie niepokoju.

*Perspektywa Mii*
Co ten idiota sobie wyobraża?! Najpierw wkurwia się na mnie bez powodu, potem rucha się w kiblu z jakąś szmatą a później szarpiąc mnie próbuje odgonić od zakupu koki. Może się jebać. Klnąc pod nosem udałam się w bliżej nieokreślonym kierunku, schowałam woreczek do kieszeni i mentalnie pozdrowiłam świat środkowym palcem. Chcę wrócić do domu, do normalnego domu, takiego jaki był jeszcze 3 lata temu. Ojciec pracował w księgarni a mam zajmowała się domem, czasem dorabiała jako opiekunka do dzieci, była bardzo kochana i świetnie sobie radziła. Codziennie mi i tacie przygotowywała pyszny obiad i robiła to z prawdziwym uśmiechem na ustach, który teraz jest rzadkością. Dlaczego wszystko musiało się spieprzyć?! Dlaczego, gdy pewnego razu po powrocie ze szkoły zastałam matkę w łóżku z obcym facetem?! Tata zobaczył ich chwilę później. Czemu zamiast zabrać mnie od niej zaczął pić na umór i totalnie olał zarówno swoją żonę jak i mnie? Zrozumiałam, ze ja właściwie nie mam już domu. Szwendam się tu i tam, czasem śpię w Hellhouse… Jednak zdarza mi się tam wrócić, czyżby z tęsknoty? Ktoś brutalnie wyrwał mnie z rozmyślań, szarpnął za rękę i zaczął przeszukiwać mi kieszenie. Czy kurwa ktoś właśnie próbuje mnie okraść?! Odepchnęłam go od siebie i dopiero wtedy na niego spojrzałam, Rose. Wkurwiłam się jeszcze bardziej i nie mówiąc ani słowa chciałam po prostu odejść.
- Mia! Poczekaj do cholery!- złapał mnie niezbyt delikatnie za rękę i przyciągnął do siebie, w odpowiedzi uniosłam drugą chcąc go spoliczkować, ten jednak przewidział mój ruch i ścisnął mnie szybko za nadgarstek uniemożliwiając mi to.
- Puść mnie, po prostu mnie puść- Powiedziałam cicho próbując wyrwać się z jego uścisku.
- Nie- Powiedział stanowczo- Powiedz mi o co Ci kurwa chodzi!- Niechętnie skierowałam na niego swój wzrok,  jednak nie odezwałam się ani słowem. Chyba wkurwił się jeszcze bardziej, a ja stałam zdecydowanie zbyt blisko niego. Wtem obok mnie niczym pieprzony super bohater znalazł się McKagan. Odciągnął mnie od Rose’a, którego dzielnie próbował odsunąć ode mnie Adler. Skąd Oni tu tak nagle się wzięli? Stevenowi oberwało się w twarz, Axl odepchnął go i wrócił się w kierunku baru. Odwróciłam od niego wzrok i mijając chłopaków skręciłam w jedną z bocznych uliczek.
*Perspektywa Alice*
Razem ze Stradlinem i Victorią stałam z boku i obserwowaliśmy całe zdarzenie. Nie mam pojęcia o co mogło pójść, ale jednak wolę się do tego nie mieszać. Podeszłam do Stevena, któremu Rose podbił oko i… Po prostu uśmiechnęłam się pocieszająco, co innego mogłam teraz zrobić? Ten zbytnio nie przejął się tworzącym się na jego twarzy dość sporym siniakiem i odwzajemnił mój uśmiech. Przy moim boku szybko znalazł się Izzy i złapał mnie za dłoń. Spojrzałam na niego lekko zaskoczona i... Zawstydzona? Ten w odpowiedzi delikatnie cmoknął mnie w usta. Kątem oka zauważyłam Victorie i Duff’a, którzy śmiejąc się, ukradkiem spoglądali na nas.
Kontynuowaliśmy swą wędrówkę w nieznane, właściwie to prawdopodobnie tylko ja nie wiedziałam dokąd idziemy, no cóż. Steven szedł, dobra..Hasał kilka metrów przed nami, chcąc jak najszybciej znaleźć się w upragnionym (Jak się domyśliłam) barze. Nie myliłam się, chwilę później weszliśmy do baru o nazwie Cathouse. Rozejrzałam się dookoła, a wzrok szybko wychwycił znajomą postać, podeszliśmy do stolika, przy którym siedział samotnie Slash.
-Siema stary!- Odezwał się Adler i przysiadł się do Slasha, który dopiero teraz podniósł na nas wzrok… Tak myślę, bo włosy całkowicie przysłaniały mu oczy. Wszyscy zajęli miejsca przy stoliku i niemal równocześnie zaczęli opowiadać chłopakowi o incydencie z Mią i Axl’em.
- Ej, ale ty siedziałeś z nimi wcześniej, nie?- Zapytał po chwili Duff.
- Mia wkurwiła się na niego, bo ten przeruchał jakąś dziwkę w kiblu- Kudłaty podrapał się po głowie i kontynuował- Wiadomo jak ona reaguje na takie… zabawy.
- Ale przecież to nie był pierwszy raz, no. Nie pokłóciłaby się z nim aż tak tylko o to. – Dodał Izzy.
- Rudy zrobił jej na złość- Odparł Slash po krótkiej chwili- Mia zawiesiła oko na Bachu, a jemu najwyraźniej niezbyt się to spodobało.
- Jest o nią zazdrosny- Powiedziałam cicho. Oczy wszystkich skierowały się na mnie, doobra ja już nic nie mówię. Przestańcie się na mnie gapić, no.
- Przecież oni są prawie jak rodzeństwo. – Odezwała się Victoria- Chyba, że Rudemu coś odpierdziela i widzi w niej coś więcej. O kurwa, to dziwne.- Wszyscy bezgłośnie zgodziliśmy się z nią. Do stolika podeszła kelnerka by przyjąć zamówienie. Ubrana w skąpy strój musiała czuć się paskudnie, właśnie to wyrażała jej mina. Nie wyglądała jak inne kelnerki tu pracujące, nie miała ogromnego biustu, wielkiego tyłka i mocnego makijażu. Bladą dłonią co chwila odgarniała krótkie czarne włosy za ucho, podenerwowana starała się nie patrzeć nam prosto w oczy. To musiał być jeden z jej pierwszych dni w pracy, naprawdę jej współczułam.
- Co podać?- Siliła się na pewny ton. Uśmiechnęłam się do niej na co ona dość niepewnie odpowiedziała mi tym samym.
-Butelkę Danielsa i…- Slash zastanowił się chwilę- Twój numer.- Zaskoczona zerknęłam na chłopaka, który nieśmiało patrzył w jej stronę. Patrzcie państwo co się dzieje. Victoria parsknęła śmiechem i dodała do zamówienia pół litra czystej. Dziewczyna  zawstydzona notowała w pośpiechu, widocznie postanowiła zignorować prośbę Mulata.
- Dla mnie tylko sok wiśniowy- Brunetka zerknęła na mnie i naskrobała zamówienie na kartce. Pytającym wzrokiem zlustrowała wszystkich( Pomijając Slasha), gdy nikt więcej się nie odezwał odeszła. Sekundę później dosiadł się obok mnie jakiś chłopak. Przysunęłam się trochę bliżej Stradlina.
-Cześć chuje, co tam u Was?- Powiedział odgarniając z twarzy długie blond włosy, cholera… Zazdrościłam mu ich.
- Siema Bach, niezły koncert- Przywitał się z nim Kudłacz. – Gdzie są...
- Graliście dzisiaj i nic mi nie powiedziałeś?!- Przerwała mu nieco oburzona Victoria- Debil.
- Wybacz Vic, wyleciało mi z głowy- Uśmiechnął się do niej przepraszająco na co ona przewróciła oczami.- Wiem, wiem, Twojego imienia się nie zdrabnia… Ale Victoria brzmi tak zbyt poważnie, nie?- Chłopaki przytaknęli mu szczerząc się (Zwłaszcza Steven).- Ej, a Ciebie to chyba nie znam- Zwrócił się do mnie- Sebastian jestem- Przedstawił się i podał mi rękę.
- Alice- Odpowiedziałam dość nieśmiało. Ten posłał mi tylko swoje zajebiste spojrzenie i zaczął rozmowę z Duff’em i Slash’em. Po chwili do rozmowy dołączyli się również Izzy i Steven. Nie bardzo wiedziałam o czym gadali, gdyż no… Nieważne. Wyłapałam jedynie to, że Slash ma nowy riff , a zespół, w którym śpiewa Sebastian jest w trakcie pisania  ponoć zajebistego utworu. Kelnerka przyniosła nam zamówienie, chwyciłam sok i upiłam dość spory łyk. A więc to jest ten chłopak, który podoba się Mii, ekhm… No ja się wcale nie dziwie, jest cholernie przystojny. Poczułam, że Izzy niepewnie obejmuje moje ramiona, odwróciłam twarz w jego stronę, a ten korzystając z okazji… Zatopił się w moich ustach. Przygryzł lekko moją dolną wargę, a po chwili wetknął mi język do buzi, sprawnie nim poruszając. Oderwałam się całkowicie od tego wszystkiego, co z tego, że naprzeciwko mnie siedziała Victoria a obok 4 innych facetów, którzy rzucali ukradkowe spojrzenia. Było mi naprawdę dobrze i chciałam by trwało to jak najdłużej.
---
Naprawdę nie mam pojęcia, która może być teraz godzina, wiem tylko tyle, że jestem cholernie zmęczona, a stolik twardy i niewygodny. Wszyscy są schlani w trzy dupy, tylko ja przez całą noc byłam na soku wiśniowym, alkoholu nie tknęłam. Czuje jak przelewa mi się w żołądku, ile ja tego wypiłam? 6-7 szklanek? Chyba zaraz zwymiotuje. Szturchnęłam Izzy’ego w ramię, ale on tylko uśmiechnął się pijacko i kontynuował swoje mamrotanie ze Stevenem. Nie cierpię pijanych ludzi, nawet Victoria ledwo już kontaktuje! Oparła głowę na ramieniu Duff’a i bawi się jego włosami, choć po takiej ilości wypitych trunków ja leżałabym nieprzytomna. Sebastian poszedł sobie już jakiś czasem temu, Slash kurczowo ściska butelkę Danielsa, jakby bojąc się, że mu spierdoli. Steven mamrocze o czymś ze Stradlinem, a ja… A co tam, ponarzekam sobie! Zaraz jednak zauważyłam kelnerkę, która wcześniej miała (nie?) przyjemność nas obsługiwać, szczęściara zbierała się już do domu. Ja miałam taki problem, że właściwie to nie miałabym teraz gdzie iść, do HellHouse nie trafię, do domu przez jakiś czas nie wrócę… A nic innego mi nie pozostało. Oparłam się o Izzy’ego i mocno zaciskając powieki, starałam się zasnąć. Ledwie zmrużyłam oczy, gdy usłyszałam nad sobą donośny głos, zatkałam uszy i starałam się go zignorować. Poczułam mocne szarpnięcie i uderzyłam tyłkiem o twardą posadzkę, nie bardzo wiedziałam o co chodzi, podniosłam głowę do góry i ujrzałam nad sobą jakiegoś faceta w czarnym płaszczu, śmiesznie w nim wyglądał, ale pomyślałam, ze śmiech mógłby być teraz nie na miejscu. Spojrzał się na mnie niezbyt przyjaźnie i chwytając za bluzkę podciągnął mnie w górę, już chciałam krzyknąć, gdy ten podniósł rękę i mocno spoliczkował. Gdyby mnie wtedy nie trzymał upadłabym na podłogę. Złapałam się za piekący policzek i odwróciłam głowę w stronę Stradlina, zasnął. Kurwa nie wierzę, wszyscy schlani zasnęli z flaszkami w rękach jak jakieś pieprzone śpiące królewny. Świetnie.