Zastanawiam się, czy osoby, które wcześniej czytały TO, nadal tu wchodzą.
Wątpię. Przepraszam.
Nie obiecuje, że w ciągu najbliższego miesiąca pojawią się kolejne rozdziały, bo zwyczajnie brak mi weny. No i mam słomiany zapał, bardzo. Póki co, czytajcie!
*Perspektywa Alice*
Nie wierze, że
go oddała. Jak ona mogła to zrobić?! Przyszedł jakiś koleś z ulotką w ręku, a
ona tak po prostu powierzyła życie Jamie’go temu facetowi, ot tak! Moja matka
nie ma serca. Jak Morrisona kocham, nie ma.
-Alice!- Z dołu
dobiegł mnie głos taty. Oho, ale będzie. Zwlokłam się z łóżka i w samym
szlafroku i kapciach zeszłam na dół. Przy schodach stał mój rodziciel, wzięłam
głęboki wdech i uśmiechnęłam się trochę niepewnie. Spojrzał na mnie a w jego
oczach ujrzałam złość, troskę i.. Coś czego nie potrafiłam zidentyfikować.
-Znalazłaś
sobie nowe towarzystwo, hm?- Zapytał, nie odrywając ode mnie wzroku. Widocznie
nie wiedział, że poza kilkoma znajomymi ze szkoły, to nie nigdy nie miałam
nikogo takiego. Milczałam, czym tylko potwierdziłam jego słowa.
*Perspektywa Mii*
O Lennonie,
jaki upał. Ja tu chyba zaraz zdechnę, położę się plackiem na chodniku i skonam.
Spojrzałam na niebo, z którego lał się żar, zaraz jednak zauważyłam ogromne,
ciemne chmury, które nie zwiastowały nic innego jak wielkiej ulewy.
Zastanawiałam się, czy przyspieszyć, albo jednak poczekać na deszcz, by się
ochłodzić. Nie, będę wyglądać jak zmokła kura.
Przyspieszyłam
kroku. Byłam już na Fuller Avenue, gdy z nieba lunął zimny deszcz. Przeklęłam
pod nosem i szybko nakryłam włosy ramoneską, którą wcześniej trzymałam na
rękach. No świetnie, kurwa. Dobra, spokojnie, to tylko deszcz. Nic się nie
stanie, gdy zmoczy twoje włosy, zdejmij kurtkę- Posłuchałam swojego
wewnętrznego głosu i zarzuciłam nakrycie na ramiona. Po chwili wybuchłam
głośnym, niekontrolowanym śmiechem, miałam ochotę tańczyć wśród kropel deszczu.
Przechodnie patrzyli się na mnie jak na człowieka o niezbyt zdrowym umyśle, ale
mi widocznie udzielił się ten hipisowski klimat. Przecież nie było w tym nic
złego, a jeśli nawet? Kogo to interesuje. Wdepnęłam w małą kałużę, mając ochotę
się w niej zatopić. Wszystko wokół mnie wirowało, a ja czułam się po prostu
fantastycznie.
15 MINUT
PÓŹNIEJ.
-Imagine all the peopleee- Ciągnęłam dalej,
nie przejmując się tym, że kompletnie nie umiem śpiewać- Living life In
peaaacee, juhuhuhu- O, Hellhouse. Przerwałam mój śpiew, a mina od razu mi
zrzedła, jak tylko przypomniałam sobie dlaczego tu przyszłam. Och, weź się w
garść, Mia. Otworzyłam drzwi i nieświadomie skradając się, weszłam do tak
zwanego salonu. Na rozpierdolonej kanapie, siedzieli Axl i Steven. Nawet nie
zauważyli, że jestem, bo zajęci byli zawziętym komentowaniem jakiegoś durnego
programu w TV.
-Ekhm... Cześć- Odezwałam się w końcu, a ich
wzrok powędrował na mnie. Oparłam się o brudną ścianę i uśmiechnęłam się do
nich. Rose przyglądał mi się z nieodgadnionym wyrazem twarzy, jednak nie ruszył
się z miejsca. Co mam zrobić, Lulu? Hej, ale właściwie, to nie mam nic do
powiedzenia, wiec dlaczego to ja mam zacząć rozmowę? Chuj z tym.
-Axl, zdrzemnę się w twoim pokoju- Oznajmiłam
i nie czekając na odpowiedź, powędrowałam we wspomnianym kierunku.
Ogarnęłam wzrokiem pokój. Na „łóżku” walało
się kilka zdartych płyt, butelki (Niestety puste) i paczka fajek. Fu, bokserki.
Zrzuciłam wszystko z łoża, ściągnęłam w pośpiechu buty i ułożyłam się wygodnie
pod kocem. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się i ujrzałam w nich, nikogo
innego, jak rudego. Nie patrząc na mnie, usiadł w rogu łóżka i spuścił wzrok.
-Nie chciałem, żeby tak głupio wyszło-
Odezwał się po długiej chwili milczenia. Zerknęłam na niego z pod przymkniętych
powiek, ale nie odezwałam się.- Załatwiłem nam koncert w Troubadour. Jutro-
Dodał, kompletnie zmieniając temat. W duchu mu za to podziękowałam.
-To świetnie, Axl. Naprawdę się cieszę- Wbrew
pozorom, było to całkiem szczere. Nie miałam siły na żadne złośliwości, to też
nie kontynuowałam tej jakże interesującej konwersacji i zamknęłam oczy,
starając się popaść w objęcia Morfeusza. Zaraz jednak poczułam, że Rose układa
się obok mnie. Wstrzymałam oddech, jednak ten leżał nieruchomo, bez słów. Po
krótkiej chwili zastanowienia, odwróciłam się w jego stronę i wtuliłam się w
niego. Zaskoczony drgnął, lecz chwilę później poczułam delikatny pocałunek na
czole. Nie ukrywam, że zrobiło mi się kurewsko miło.
-Mój starszy braciszek- Szepnęłam. Otworzyłam
oczy i uśmiechnęłam się. Nie spodziewałam się takiego wyrazu twarzy jakim mnie
obdarzył. Był zły i zawiedziony, ale co znów?
-Mia, kurwa, czy ty tego nie widzisz?!-
Podniósł głos. Wkurwiony usiadł i zacisnął dłonie w pięści. Zmarszczyłam brwi i
spojrzałam na niego pytająco, ale ten odwrócił wzrok w drugą stronę.
-O co ci znów chodzi?- Zapytałam i usiadłam
obok niego po turecku. Być może znajdowałam się zbyt blisko, ale pieprzyć to.
Dobrze wiedziałam, że nie był by w stanie mnie uderzyć. Popatrzył na mnie,
wyraźnie szukając czegoś w moich oczach. Jego twarz nie wyrażała żadnych
emocji. Odsunęłam się lekko, a on wstał i wyszedł pokoju trzaskając drzwiami.
Zrezygnowana opadłam na łóżko, jednak ni chuja nie mogłam zasnąć.
*Perspektywa Steven’a*
-Co za paskudna atmosfera- Mruknąłem pod nosem. Zaburczało mi w brzuchu, więc sięgnąłem po butelkę i pociągnąłem z niej spory łyk, niestety głodny byłem nadal.- Kurwa- Zakląłem cicho i zacząłem przeszukiwać kieszenie, które oczywiście były całkowicie puste, jakby inaczej. Może Izzy kopsnął by nieco kasy? Ano, ale gdzie on właściwie jest? Może by go poszukać, czy coś? Nie, to duży chłopiec, da sobie radę. Jakby tak pomyśleć, to jest on jedynym żywicielem naszej popierdolonej rodzinki, więc dobrze by było, gdyby się znalazł.
Trzask.
Tup tup tup.
Trzask.
Odwróciłem głowę w kierunku, z którego
dochodziły dźwięki, ale niestety zrobiłem to zbyt późno, aby widzieć coś więcej
niż rude kudły znikające za rogiem. Ach, normalka.
