wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 5



*Perspektywa Alice*

Nie wiem ile jeszcze siedziałam na tej kanapie, ale minęło już dość sporo czasu. Stradlin dawno już zniknął, cóż… Jakoś tak wszystko wokół przestało mnie interesować, czułam się tak jakoś..Smutno, a przecież niby nic takiego się nie stało. Owszem, Axl zachował się chamsko biorąc mnie za dziwkę, ale nie dobierał się do mnie czy coś tak jak poprzednio. To nic takiego, żyje się dalej. Tylko Izzy, Izzy nie dawał mi spokoju. O co z nim chodziło? Zabolało mnie jego zachowanie, to tak jakby potwierdził słowa Rudego, nie zaprzeczył ani nic, w ogóle nic nie powiedział. Nie chcę pierdolić o tym, że uważałam, że jest inny i tak dalej bla bla bla. Jak mogłabym tak mówić skoro znamy się ledwie dwa dni? Nie wiem o nim nic poza tym, że nazywa się Izzy Stradlin, mieszka w HellHouse- rozpadającej się ruderze, oraz gra w jakiejś mało znanej kapeli rockowej. Nic.
Moje rozmyślania przerwało ciche skomlenie, nasłuchiwałam ,ale dźwięk po chwili umilkł. Rozejrzałam się dookoła i wtem na kolana wskoczyło mi małe kudłate coś. Patrzyło na mnie wielkimi oczkami i merdało wesoło puchatym ogonkiem, na mojej twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech.
-Skąd Ty się tu wziąłeś, mały?- Szepnęłam do niego i podrapałam go za uszkiem, jakie to urocze stworzenie! Psiak jakby w odpowiedzi polizał mnie po policzku. Biedactwo, co on robi w HellHouse? Jeśli właściciel się nie odnajdzie to... Zabieram go ze sobą!
- Buu!- Rozległo się nagle tuż przy moim uchu. Co do cholery?! Odwróciłam się szybko i ujrzałam roześmianego Stevena, odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- Cześć Steve.- Powiedziałam a ten usiadł się obok mnie- To wasz zwierzak?
- Niee… Znalazłaś go tutaj?- Zapytał nieco zdziwiony. Pokiwałam twierdząco głową i pogłaskałam psiaka po brzuszku. Usłyszeliśmy głośny trzask drzwi frontowych, a  chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej niż zwykle, choć czy to w ogóle możliwe?! Do salonu szybkim krokiem weszła nieznajoma mi dziewczyna.
- Jest Rose?- Zapytała rozejrzawszy się wcześniej po pomieszczeniu. Adler nadal szczerząc się od ucha do ucha pokręcił przecząco głową. Blondynka chyba nieźle już wkurwiona zsunęła się w dół po ścianie nie racząc przy tym nikogo spojrzeniem. Wyglądała jakby nie spała od kilku dni, czarny tusz rozmazany pod oczami dodawał jej nieco przerażającego uroku, same oczy były zaczerwienione …Jakby płakała?
- No i na chuja się tak gapisz, co? – Syknęła zimnym tonem, zauważając mój wzrok błądzący po jej twarzy.
-Jezu, Mia, spokojnie.- Fuknął na nią i obrzucił niechętnym spojrzeniem.- Nie wyskakuj tym swoim pięknym głosikiem na wszystkich , którzy tylko na Ciebie spojrzeli, dziewczyno.
- Pierdol się, Adler- Rzuciła podpalając fajkę wyciągniętą z kieszeni skórzanej kurtki. Zamknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu, opierając się o brudną ścianę. Zmieszana całą tą sytuacją wlepiłam swe zielone oczęta w niebieskie oczęta Stevena. Ten tylko zrobił przepraszającą minę i nawet nie raczył mi nic wytłumaczyć. Rozległ się kolejny trzask, tym razem jednak nie tak głośny jak poprzedni, do pokoju wkroczył Rudy. Niemal od razu zauważył siedzącą na podłodze Mie, podszedł do niej i bez zbędnych słów pomógł jej wstać i mocno ją do siebie przytulił, raz po raz głaszcząc jej włosy. Wpatrywałam się w nich szeroko otwartymi oczami, no nie powiem, ze ten widok ani trochę mnie nie zaskoczył. Nie chciałam jednak mieszać się w nie swoje sprawy. Kątem oka zauważyłam, że Axl złożył delikatny pocałunek na ustach dziewczyny i ścisnął lekko jej dłoń. Wyszli z salonu nie patrząc na nikogo, nawet na siebie nawzajem.

*Perspektywa Mii*

Axl jest właściwie jedyną osobą, do której mogę zwrócić się z każdym moim problemem, jednak nie nadużywam tego, nie chcę. Może to wydawać się trochę dziwne, Axl Rose- zdziczały, agresywny rockman jest gotowy pomóc niemal wiecznie przygnębionej dziewczynie z bliznami po przeszłości. Rozumiemy się bez słów, w końcu on też nie miał łatwo. Nie widziałam się z nim całe dwa tygodnie, nie wiem czy się martwił, może tylko wkurwił bo zniknęłam bez wyjaśnienia. Tak czy inaczej, wróciłam! Wiem, że nie wszyscy są z tego zadowoleni, na przykład taki Adler, ale chuj z nim. Izzy raczej się ucieszy, Duff pewnie też, no i Slash oczywiście! Niesamowicie się ucieszyłam, gdy zobaczyłam Rudego, wiedziałam, ze i tym razem mi pomoże. Zastanawia mnie tylko kim jest ta laska w salonie, na dziwkę nie wyglądała a to dziwne bo oprócz mnie i Victorii, żadna inna dziewczyna, która nie była dziwką czy dostawcą pizzy tu nie przychodziła. Nieważne. Jestem wykończona, ostatnie kilka nocy spędziłam na włóczeniu się po L.A., siedzeniu w barach i nawet na kilku imprezach byłam! Nie wiem jakim cudem jeszcze się na nogach trzymam. Domyślam się, że mogę wyglądać dość nieciekawie. Pieprzyć to. Może powinnam coś powiedzieć? On tak siedzi na tym fotelu, czekając aż się odezwę. W końcu zebrałam się w sobie… Ale nim zdążyłam wypowiedzieć choć jedno słowo on musiał mi się wtrącić, jak zwykle.
-Możesz mi do chuja pana powiedzieć, gdzie Ty byłaś przez ostanie dwa tygodnie?! –Podniósł na mnie swój wściekły wzrok, nie cierpię, gdy jest zły.
-Byłam..- I tu zastanawiałam się, czy powiedzieć prawdę.- Ech, po prostu musiałam wyjechać z domu. Nie mogłam już tam wytrzymać, Axl. – Nie kłamałam, sytuacja w domu jest opłakana, nie pamiętam, by kiedykolwiek było tak źle.
-Mia, wiem, że w Twoim domu jest krótko mówiąc patologia, ale to nie jest do cholery powód, żeby znikać na jebane tygodnie, nie mówiąc nikomu ani słowa!- Wydusił z siebie jednym tchem, wziął głęboki wdech i wydech- Wiesz przecież, że zawsze możesz przyjść do mnie, znajdzie się dla Ciebie miejsce. Nie uciekaj ode mnie, proszę.- Powiedział ciszej i patrzył się błagalnie prosto w moje oczy, nadal jednak był podenerwowany. Wolałam nic nie mówić, pokiwałam głową i spuściłam wzrok. Niestety Rose dopiero się rozkręcał…
- Powiesz mi, co tym razem się stało? – Zapytał całkiem spokojnie. Nie odrywając wzroku od podłogi, wzięłam głęboki wdech i podwinęłam skrawek mojej koszulki. Nie miałam siły o tym mówić, wolałam po prostu pokazać.

*Perspektywa Axl’a*

Czekałem na to co mi odpowie i przyznam szczerze, że kurwa bałem się tego, co mogę od niej usłyszeć.
Zamiast tego, ona podwinęła tylko swoją koszulkę, nie spodziewałem się takiego widoku. Owszem, u niej  w domu było tylko chlanie, ruchanie (Nie, wcale nie tak jak w HellHouse. Skądże) i wrzaski. Matka prostytutka i ojciec bezrobotny alkoholik, uroczo, nie? Nie pomyślałbym jednak o tym, że mogą znęcać się nad nią nie tylko psychicznie, ale i fizycznie.  Ona była taka krucha, na jej bladym brzuchu wyraźnie odcinały się żółte, fioletowe i gdzieniegdzie czerwone plamy, zadrapań też nie było mało. Niesamowicie się wkurwiłem, wiedziałem jednak, że i tak nic nie mogę zrobić, bo Mia mimo wszystko kocha tych skurwieli. Nie wiedziałem co powiedzieć, nie umiałem pocieszać czy coś, zresztą ona wiele razy mi udowodniła swoim zachowaniem, że żadnych pocieszeń i rozczulania się nad nią nie potrzebuje. Zawsze wtedy zachowywała zimną krew, nigdy nie płakała, nigdy przy mnie.
-Mogę u was zostać na jakiś czas? –Odezwała się po chwili.-Nie chcę tam teraz wracać.- Dodała cicho. Usiadłem obok niej na łóżku i odgarnąłem kosmyk jej włosów z czoła. Uśmiechnęła się delikatnie i wahając się chwilę, spojrzała na mnie.
-Zostaniesz tak długo, jak długo będziesz chciała, Mia.

*Perspektywa Alice* 

-To znaczy, że mogę go zabrać?!- Byłam cała rozpromieniona, Steve przytaknął radośnie i pogłaskał zwierzaka po mordce. Zbierałam się już do wyjścia, przypomniałam Adlerowi o tym , że  ma przekazać Victorii, że poszłam już do domu. Uściskałam chłopaka na pożegnanie i biorąc psiaka na ręce wyszłam z HellHouse. Nie mając pojęcia, która może być godzina, do domu szłam szybkim krokiem.
Nie zważając na innych przechodniów, wzrok miałam skierowany na psiaka, tylko raz po raz podnosiłam głowę, by nie wpaść pod samochód przechodząc przez pasy. Nagle (Dokładnie jak w filmach) wpadłam na kogoś, psiak pisnął a ja z lekka przestraszona spojrzałam nieco w górę.  Przede mną stał rozbawiony nie kto inny, a Jim. Dostałam rumieńców choć usilnie starałam ukryć swoje zakłopotanie, a niech to.
- Gdzie się tak spieszysz, hmm?- Ja pierdole, zaraz powinien wyciągnąć pistolet i powiedzieć” Idziesz ze mną na seksy, albo po tobie, mała” Nic z tego, draniu. Widzisz tego dzielnego zwierza na moich rękach?
- Idę do domu- Powiedziałam po chwili i wyminęłam go szybko. Zaraz jednak przypomniałam sobie coś.- Po co do mnie dzwoniłeś?
- Chciałem się z Tobą zobaczyć- Odrzekł, wprawiając mnie tym w zakłopotanie. Odgarnął swoje piękne włosy z twarzy i spojrzał mi prosto w oczy. Zmiękły mi kolana a oddech przyspieszył...O nie! Co on sobie kurwa myśli?!
- Po co? –Zapytałam dość nieprzyjemnym tonem. Ten zaśmiał się krótko i podchodząc bliżej mnie, niebezpiecznie blisko- nawiasem mówiąc. Pies zawarczał cicho, Jim nie zwrócił na niego uwagi.
-Bo Cię lubię, Alice.- Powiedział, unosząc lewy kącik ust do góry. – Chciałbym spędzić z Tobą trochę czasu, co w tym dziwnego?- Nie zastanawiając się długo, szepnęłam tylko.
- Jutro o 20.00- Odwróciłam się i odeszłam nie czekając na jego reakcje.



3 komentarze:

  1. Świetny rozdział!
    Nie mogę się doczekać kontynuacji wątku Alice i Izzy'ego.
    Zaintrygowała mnie Mia - ciekawa osoba,ciekawe co z nią i z Axlem?
    Piszesz bardzo,bardzo ciekawie i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    Weny życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeej dziękuje, dziękuje!
    Strasznie brakowało mi jakiejkolwiek opinii, poważnie.
    Nie chcę zdradzać co będzie w kolejnym rozdziale, mogę tylko zachęcić do przeczytania i skomentowania go C:
    Pojawi się on jeszcze w tym tygodniu.
    Dziękuje, przyda się!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudne opowiadanie, czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń