Rozdział dedykuje Rocket Queen.
(PS: Czekam, Julia, teraz ja czekam. :C )
Mile widziane słowa krytyki, serio.
Naprawde mi miło, gdy napiszecie chociaż
"Przeczytałem-, podoba mi się/nie podoba mi się.
*Perspektywa Alice*
Co za popieprzona sytuacja. Nie dało się tego inaczej podsumować, cholera. I co ja mam z tym zrobić, hmm? Dać sobie z nim spokój? Myślę, że to będzie najlepsze wyjście. Chciałabym czuć się przy nim dobrze, bezpiecznie, ale to jest właściwie niewykonalne. Muszę od nich wszystkich odpocząć, wracam do domu, przecież ja jestem tylko zwykłym dzieciakiem, zwykłym, głupim dzieciakiem.-Alice!- Usłyszałam i poczułam lekkie szarpnięcie za rękę- Idziesz do domu?- Odwróciłam się, a serce prawie mi stanęło. Moje oczęta ujrzały nikogo innego jak Jima, bynajmniej nie Morrisona, a szkoda.
-Tak, a co? Moja mama wysłała już listy gończe?- Zaśmiałam się głośno. Chłopak spojrzał na mnie jakoś dziwnie i uśmiechnął się równie szeroko.
-Nie całkiem, choć to byłoby coś- Odparł i dodał po chwili wahania- Pamiętasz o dzisiejszym wieczorze?- Jasne, że pamiętałam, trudno zapomnieć o czymś takim. Niestety musiałam odmówić.
-Przepraszam, Jim, ale nie mam najmniejszej ochoty na żadne spotkania- Bądź co bądź ale to było najszczerszą prawdą. Na jego twarzy nie zmieniło się zupełnie nic, może tylko oczy zdradzały co tak naprawdę myśli; był nieco smutny, ale i zły, że coś poszło nie tak jakby chciał. Hej, jesteśmy przecież dużymi dzieciakami, on chcę zdobyć nową zabawkę, by potem bez wyrzutów sumienia wyrzucić ją, gdy tylko mu się znudzi, a ja chyba nadal wyczekuje księcia na białym koniu, który będzie mi wierny do końca życia. No, panno Richardson, czas zapomnieć o głupawym księciu, oraz o tych innych, którzy niekoniecznie jeżdżą na białych koniach, to jeszcze nie twój czas.
-Taa, rozumiem- Mruknął pod nosem- Zadzwoń, czy coś. Cześć.- Zdobył się na ciepły uśmiech i odszedł. Pomachałam mu i ruszyłam w przeciwnym kierunku. Do domu, TUM TUM TUUUM. Aż przeszły mnie ciarki, brrr. Humor miałam świetny, czułam, że wszystko mam poukładane, choć prawdę mówiąc karmiłam się tylko tym kłamstwem. Jeśli mowa o jedzeniu, to umieram z głodu. Kiedy ja ostatnio coś jadłam? Chyba wczoraj popołudniu. Może to nie było by tak źle, gdybym całą noc przespała, a ja siedziałam i piłam ten cholerny sok, który do teraz mam ochotę zwrócić.
KILKA MINUT PÓŹNIEJ
- Mamo, tatoo?- Zawołałam drżącym głosem. Jezu, Alice opanuj się,
przecież Cię nie zabiją. Chyba.- Wróciłam już- Dodałam nieco
bardziej pewna siebie. Z góry dobiegły ciche kroki, wstrzymałam oddech i
podparłam się o poręcz. Na schodach pojawiła się mama, otwarła
szeroko oczy i zbiegła szybko na dół. Nie wiedziałam, czego mam się po
niej spodziewać, więc odsunęłam się kilka kroków do tyłu. Podeszła
do mnie i przytuliła, tak po prostu. Nie ukrywam, że zrobiło mi się
niesamowicie miło, że zrobiła właśnie to, a nie opieprzyła mnie z
miejsca.
-Dziecko, gdzie Ty byłaś?!- Oderwała się ode mnie i przybrała surowy
wyraz twarzy. Przełknęłam głośno ślinę, a ona na pewno od razu
pomyślała sobie niewiadomo co. -U koleżanki, pozwoliła mi u siebie nocować- Odparłam, starając się unikać jej wzroku. Zmierzyła mnie od stóp do głów, ale chyba nie zwróciła szczególnej uwagi na moje usta. – Przepraszam, że tak wtedy wybiegłam, no wiesz.- Dodałam cicho- Po prostu się wkurzyłam, bo nie chcę zmarnować sobie całych wakacji gdzieś na wsi z babcią i dziadkiem. Rozumiesz mnie?- Miała nieodgadniony wyraz twarzy, świetnie umiała maskować uczucia.
-Idź się wykąp, śmierdzisz alkoholem i papierosami- Rzekła beznamiętnie- Ubrania wrzuć do kosza na pranie, a potem przyjdź do kuchni, żeby coś zjeść- Dodała a na jej twarzy pojawiło się coś na kształt uśmiechu.
Moja czysta łazienko, nadchodzę!
*Perspektywa Mii*
-Mia, teraz twoja kolej.-Rob z błogim uśmiechem na ustach podał mi
jointa. Fajnie jest, panuje tu względna cisza przerywana jedynie
dźwiękami gitary, cichymi pomrukami i raz po raz głośnymi wybuchami
śmiechu. Podoba mi się to. Siedzę na plaży z ludźmi, których
poznałam stosunkowo niedawno, są świetni. Zaciągnęłam się słodkim
dymem, przymknęłam delikatnie oczy i podałam skręta leżącej nieco z
tyłu, Angie. Szum fal kojąco wpływał na moje nerwy, zrobiłam się
nieco senna, w końcu siedzimy tu od kilku godzin. Nie miałam jednak
najmniejszej ochoty ich opuszczać i wracać do domu, lub Hellhouse. Sid
siedzący naprzeciwko mnie otworzył trzecią już z kolei butelkę wina,
pociągnął duży łyk i podał ją leżącej na jego kolanach Annie.
Spojrzałam na nią, uśmiechała się do niego i upiła trochę z butelki.
To naprawdę cudowny widok, Sid wyglądał niemal tak samo jak jego sławny
imiennik Sid Vicious, a Anna to typowa hippiska, obok której na piasku
leżał wianek ze stokrotek. Mogłabym namalować ten widok, tak zrobię
jak tylko wrócę. No właśnie, gdzie wrócę? Teraz to nieważne, liczy
się to co jest w tej chwili, nic innego. -Hej, chyba coś cię trapi, hmm?- Odwróciłam głowę w kierunku głosu, i napotkałam spojrzenie Lulu. Lulu jest bardzo ładną dziewczyną, jej oczy są szare z odrobiną zieleni, co tylko dodaje jej uroku, a idealnie wykrojone, malinowe usta, kilka piegów na nosie i policzkach subtelnie podkreślają całość. Zamrugałam kilkakrotnie i dopiero wtedy zdołałam coś z siebie wydusić.
-Obawiam się, że nie będę miała gdzie wrócić- Odparłam, a wtedy butelka trafiła do moich rąk, ochoczo upiłam spory łyk wina i podałam je Lulu. Ta uczyniła to samo i uśmiechnęła się dając mi znak, bym mówiła dalej
-Pomieszkuje z przyjaciółmi, bo w domu z rodzicami nie czuje się dobrze. Wczoraj pokłóciłam się z przyjacielem, a kurwa nawet nie wiem o co mu chodziło- Prychnęłam i założyłam opadające na czoło włosy za ucho- Nie chcę tam wracać, bo nie wiem czy mu przeszło, czy nie, a uwierz mi, że to wybuchowy człowiek.- Jakoś tak poczułam się lepiej, gdy to z siebie wyrzuciłam, może nie było tego niewiadomo ile, ale przynajmniej nie duszę tego w sobie.
-Wiem, że to marne pocieszenie, ale musisz wiedzieć, że jestem w tym kiepska- Zaczęła i odpaliła papierosa, zaciągnęła się nim i podała go mi- Nie sądzisz, że warto byłoby pójść do niego? Na pewno cię szukał i martwi się o ciebie- Przerwała, gdy żałośnie pokręciłam głową- No co jest? To twój przyjaciel czy nie? Słuchaj, nie dowiesz się jeśli tam nie pójdziesz. To bardzo proste- Dodała i sięgnęła po papierosa, którego jej podałam.
Przez chwilę rozmyślałam nad tym co mi powiedziała Lulu, może ma rację, ale ja po prostu boje się tam iść. Co jak zastanę go spitego do nieprzytomności, albo ze strzykawką w ręku? Naprawdę trudno przewidzieć jak on zareaguje w danej sytuacji. Chyba trochę dramatyzuje. Uśmiechnęłam się do dziewczyny i wstałam. Im szybciej pójdę, tym szybciej dowiem się o co mu chodziło.
-Idziesz już?- Zapytała Angie. Pokiwałam twierdząco głową i przytuliłam ją, gdy wstała. -Wpadnij jeszcze do nas.
-Odezwał się Sid. Wszyscy wstali i wyglądało na to, że dzisiaj wytule dużo osób, super!- Jutro wieczorem idziemy do Troubadour, przyjdź też.- Dodał i poklepał po plecach ściskając. Pożegnałam się ze wszystkimi i ruszyłam wydeptaną ścieżką w stronę Sunset Strip. Sprawdziłam jeszcze czy mam parę drobniaków w kieszeniach i z ulgą stwierdziłam, że mam jak wrócić do domu.
W TYM SAMYM CZASIE W HELLHOUSE
*Perspektywa Axl’a*
-Roosee!- Odwróciłem głowę i ujrzałem przerażonego Stevena, który
niemal z płaczem wskoczył mi na kolana. No co do kurwy. Zepchnąłem go,
a ten usiadł na kanapie i podkurczył nogi.-Pająk, duży, ogromny! –Zaśmiałem się na co on zgromił mnie wzrokiem i zakrył się włosami- Nie masz serca, Rose.
-Zjedz go.- Odparłem podając mu jedną z butelek ze stolika- Poważnie wystraszyłeś się głupiego pająka?- Zapytałem nie mogąc zachować powagi, no kto byłby poważny na moim miejscu?
-No to idź go zobacz! Jest na moim łóżku… Proszę weź go stamtąd!- Krzyknął rozpaczliwie i dodał- Ale sam, ja..Ja wolę tu zostać.
Wygrzebałem z kuchni jakąś szklankę i podniosłem leżącą na podłodze starą gazetę. Adler nie powinien mnie o to prosić, oj nie powinien. Otworzyłem drzwi do pokoju chłopaków i podszedłem do łóżka, a raczej materaca biednego, wystraszonego Adlerka. Musze przyznać mu rację, bo pająk rzeczywiście był sporych rozmiarów, ale to jeszcze lepiej! Szybko nakryłem go szklankę i włożyłem gazetę pod spód. Mam cię! Jezu, jakiś ty ohydny! Ciarki mnie przeszły, ale dzielnie podreptałem z brzydalem do Popcorna. Stanąłem przed nim i uśmiechnąłem się złowieszczo.
-Steveenkuu, kochanie- Zawołałem słodko i podsunąłem mu pod nos tego brzydala. Przerażony chłopak utkwił wzrok w pająku, zaczął się jąkać i w końcu zerwał się i spierniczył za kanapę.
-Jesteś potworem, Axl! Potworem!- Załkał za kanapą jak dziecko. Z cwaniackim uśmiechem na twarzy wyszedłem przed ruderę i wypuściłem to jakże przeurocze zwierzątko na zniszczony trawnik. Wyrzuciłem gazetę w krzaki, a szklankę postanowiłem wziąć powrotem do kuchni, może jeszcze się przyda do łapania kolejnych pająków.
-Gdzie reszta?- Zapytałem Adlera, który nadal spanikowany siedział za kanapą, idiota.
-Nie wiem, Duff chyba poszedł gdzieś z Victorią- Powiedział i wychylił głowę zza oparcia.- Wyrzuciłeś go?- Spytał z nadzieją w oczach. Kiwnąłem głową, a ten uradowany sięgnął po butelkę, którą wcześniej odłożył.
Klapnąłem moim boskim tyłkiem na kanapę i westchnąłem głęboko, potwornie mi się nudziło.
-Nudzi mi się- Ziewnąłem przeciągle i odebrałem wino niezadowolonemu chłopakowi- Wszystko co robimy to: chlanie, ruchanie, imprezy, chlanie, spanie, ćpanie, imprezy, ruchanie, ćpanie i trochę grania. A co powinno być naszym priorytetem?- Nie czekając na odpowiedź, kontynuowałem dalej- Granie, Steven, granie. Mamy zespół! A my zbijamy bąki siedząc na kanapie w jakiejś ruderze. Musimy coś z tym zrobić, kurwa.- Spojrzałem na Popcorna, ale ten tylko wyrwał mi butelkę i pociągną spory łyk.
-Noo… To może zadzwonimy teraz do jakiegoś klubu i zapytamy czy możemy zagrać koncert, hmm?- Odezwał się po krótkiej chwili.
Stwierdziłem, że był to zajebiście dobry pomysł, zwłaszcza, że wystarczył jeden telefon. To znaczy mam taką nadzieje, że jeden. Wstałem i podszedłem to telefonu, na ścianie mieliśmy wypisane numery do Roxy, Troubadour , Cathouse, Whisky, Rainbow oraz kilku innych w tym również pizzerii. Zamknąłem oczy i przejechałem kilka razy palcem po nazwach klubów, padło na Troubadour. No, całkiem okej. Wykręciłem numer i po kilku sygnałach usłyszałem głos właściciela klubu. Adler patrzył na mnie wyczekująco, a ja pokazałem mu środkowy palec dając mu znak, żeby się odpieprzył, bo mnie dureń rozprasza. Poszedłem do mojego pokoju i zacząłem.
-Dobry wiedzień- Wyjąkałem i klepnąłem się w czoło. Dobry początek, nie ma co.

She's a Rainbow w głośnikach, dobry nastrój, możemy komentować :)
OdpowiedzUsuń... JAK MOGŁAŚ KURWA SKOŃCZYĆ W TAKIM MOMENCIE KIEDY BYŁAM CIEKAWA ROZMOWY AXLA Z MIĄ?!
uspokój się Julia, wcale się nie uzależniłaś od opowaidania Ady, ciii
Aosbfwobtrqro, dziękuję za dedykację! <3 Nawet nie wiesz jak mi miło!
Tym bardziej, że rozdział jest świetny :) Jak każdy zresztą, meh.
~ Nie wiem co myśleć o Jimie. To chyba mimo wszystko zwykły koleś, który rzeczywiście ma ochotę potraktować dziewczynę jak zwykłą zabawkę. Dziwne, raz go lubię, raz nie bardzo. Czo to będzie, czo to będzie...
~ Osobiście współczuję Alice, bo o kłótniach z rodzicami coś niestety wiem i niezbyt przyjemne nastawienie mamy może być naprawdę wkurzające. Ale nie chcę żeby przestała spotykać się z Gunsami, z Izzym! Dawaj dziewczyno, żyje się tylko raz. DEMORALIZUJ SIĘ XD
~ Ej, Mia znalazła sobie fajne towarzystwo! Też takie chcę ;-; Ale i tak dogadaj się z tym rudym. Bo jak dla mnie to skurwielek jest po prostu o ciebie zazdrosny, och ach :')
~ TAK, AXL TO POTWÓR. *przytula z całej siły Adlera*. Sama mam cholerną arachnofobię i osobiście zeszłabym na zawał. Ostatnio już prawie zeszłam. Zamknięta w łazience o drugiej w nocy kiedy wszyscy już śpią, a na drzwiach pająk... Godzinę tam siedziałam i kołysałam się w kabinie prysznicowej jak w chorobie sierocej. Traumaaaa. Ale my tu nie o mnie.
Bleh, mam nadzieję, że z tej szklanki to się nikt nie napije xD *odruch wymiotny*
~ No wreszcie jakiś koncert! Chociaż po tym dobry wiedzień to nie wiem czy z tego coś wyjdzie xD *klask, klask*
Aduś, kiedy kolejny? :3
TY MNIE ZMOTYWOWAŁAŚ I W TYM MOMENCIE BIORĘ SIĘ ZA PISANIE. ( To znaczy za chwilę)
UsuńWiem, potwór ze mnie. Czo ten Axl robi z człowiekiem. A dedykacja się należy!
Jima totalnie spieprzyłam, był bardzo fajny w pierwszym rozdziale, a teraz to maskara. Przyznaje się.
OCH JA JUŻ SIE POSTARAM. Biedna, zdemoralizowana Alice.
A więc tak, znając mniee..można sie domyślić, ze Axl komuś tą szklanke podsunie :')) Och tak, pij do dna!
"Dobry wiedzień" No co, chłopak zestresowany był ;-; xD
Rozdział może pojawi się już w piątek!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń