piątek, 23 maja 2014

Rozdział IV



 Kolejny rozdział, czwarty już i..Ojezu szybko to idzie, nie? Chciałabym zachęcić Was do komentowania, nie musi być żaden wielce obszerny komentarz( Chociaż te są jak najbardziej mile widziane, Julka) bo wystarczy coś w stylu "Świetny rozdział" lub "Jaka beznadzieja". tak więc, miłego czytania! C:


Po tym jak Izzy przytulił mnie na pożegnanie i nie mówiąc nic więcej odszedł szybkim krokiem, wbiegłam do domu i po chwili znalazłam się w swoim pokoju. Byłam na siebie wściekła. Usiadłam na łóżku i zakryłam twarz dłońmi. No po co ja mu to mówiłam?! Wystarczyło skłamać, powiedzieć, ze mam chociaż to jebane 18 lat. Nie, akurat teraz powiedziałam prawdę. Victoria też na pewno jest przynajmniej 5 lat starsza ode mnie, Izzy powie jej jaką gówniarą jestem i Ona też już się do mnie nie odezwie. Dlaczego miałaby się zadawać z taką małolatą? Naprawdę ją polubiłam. Beznadzieja.
Przeczesałam ręką włosy i wyjrzałam przez  okno. Uchyliłam je lekko, by do pokoju wpadło trochę świeżego powietrza, zamknęłam oczy i odetchnęłam głęboko. Starałam się odegnać ode mnie wszystkie negatywne uczucia, choć na chwilę. Jakoś nie bardzo mi się udawało, postanowiłam, ze po prostu pójdę już spać. Zdjęłam buty , kurtkę no i spodnie, położyłam się na wygodnym łóżku i  momentalnie zostałam porwana w objęcia Morfeusza.
Słońce było już wysoko na niebie, gdy w końcu otworzyłam swe piękne oczęta. Ptaszki wesoło ćwierkały, słoneczko grzało mnie swymi promieniami a któryś z sąsiadów wesoło kosił trawę. Dla mnie to wymarzona pobudka, o tak! Humor miałam zdecydowanie lepszy niż w nocy. Niestety nadszedł ten moment kiedy trzeba było ruszyć swoje zacne dupsko i zrobić śniadanie...Albo obiad, mój brzuch stanowczo się tego domagał . Poczłapałam do kuchni po drodze prawie zabijając się na schodach, wstawiłam wodę na herbatkę i zajęłam się robieniem kanapek. Zauważyłam, że na lodówce wisi jakaś kartka, zerwałam ją i zaczęłam czytać.
„ Nie chcieliśmy Cię budzić dziś w nocy, ale poważnie porozmawiamy sobie nad twoim wczorajszym zachowaniem jak tylko wrócimy z pracy.
Spodziewaj się nas po 19.00. Zrób obiad i pozmywaj później  naczynia.
Dzwonił Jim, chciał z Tobą rozmawiać.                          
                                                                                                    Mama.
Miałam tylko jedno pytanie. Po co on do cholery dzwonił?! To znaczy...Faajnie, że dzwonił, no ale po co?
Odłożyłam kartkę na stół i kontynuowałam robienie jedzenia, spojrzałam na zegar, godzina 12:05. Westchnęłam i ugryzłam kawałek chleba, gdy po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Trochę znudzona, w samej bluzce i majtkach podreptałam na korytarz i nacisnęłam klamkę. Otworzyłam drzwi tylko trochę i wychyliłam zza nich głowę. Ojaciepierdziele. Przede mną stała szeroko uśmiechnięta Victoria… Razem z..O nie! Zatrzasnęłam prędko drzwi, przeklinając się za własną głupotę. Trzeba było najpierw spojrzeć przez dziurkę, Alice debilu, ona właśnie po to jest! Pędem pobiegłam na górę po jakieś spodenki i w niemal błyskawicznym tempie udało mi się je założyć i ponownie otworzyć drzwi.
Zdyszana uśmiechnęłam się przepraszająco, a już po chwili znalazłam się w objęciach Victorii.
-Wczoraj tak szybko Cię wywiało, że nawet nie zdążyłam się z Tobą pożegnać! –Powiedziała jeszcze bardziej wtulając się w moje włosy- Ale wiem dlaczego, Stradlin mi mówił.
Zerknęłam na chłopaka, więc nazywa się Stradlin. Przetwarzanie informacji w trakcie. Gotowe.
- Przepraszam, jestem chyba trochę przewrażliwiona. – Zaśmiałam się cicho po czym odkleiłam się od dziewczyny i zaprosiłam wszystkich do środka. Zaprowadziłam ich do kuchni i wskazałam na stół..A raczej na ciastka znajdujące się na nim. Dobra ze mnie gosposia, a co!  Vicky rzuciła się na ciasteczka z miną dzieciaka, który słodyczy nie jadł od kilku dni, natomiast Izzy spokojnie usiadł się na krześle obok niej i z trudem powstrzymywał śmiech. Usiadłam na kuchennym blacie i tak jak Stradlin, wpatrywałam się w dziewczynę, która wpierdoliła już prawie wszystkie ciastka! Dostałam napadu niekontrolowanego śmiechu widząc jak Ciasteczkowy Potwór z buzią pełną słodyczy odgraża się chłopakowi, który śmiejąc się wytyka jej, ze w cycki na pewno to nie pójdzie. Chyba nieco pogorszyłam sytuację ,bo mocno już zdenerwowana Vicky próbując przełknąć jedzenie spojrzała się na mnie z wzorkiem seryjnego mordercy.
Izzy ze śmiechu to już chyba padł. Zeskoczyłam z blatu i trzymając się za brzuch podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej sok, napełnienie szklanki było teraz nie lada wyzwaniem! W końcu po wielu trudach i przeciwnościach losu, które  ja,  Alice Richardson zdołałam pokonać, szklanka z sokiem  marchwiowym bezpiecznie wylądowała na stole obok Potworka, który z wdzięcznością powoli opróżnił ją do dna.
-Idziemy do Hellhouse?- zapytała po chwili. Mina trochę mi zrzedła, nie bardzo miałam ochotę się tam wybierać.
-Wieesz… No bo ja muszę obiad zrobić, psa nakarmić, odkurzyć i w ogóle- Powiedziałam z udawanym żalem. Victoria przyjrzała mi się chwilę a potem rozejrzała się dookoła.
- Przecież Ty nie masz psa.
-Ano racja.
Izzy palnął się w czoło. Vicky strzeliła focha. Kurwa.

*Tymczasem w Hellhouse*
Otworzyłem powoli oczy. Oślepiło mnie. Głowa niemiłosiernie mnie napierdalała, jednak postanowiłem w końcu zwlec się z łóżka i wziąć jakieś tabletki przeciwbólowe, w nich cała kurwa nadzieja. Postawiłem jedną stopę na zasyfionej podsłodzę. Westchnąłem. Postawiłem drugą nogę na..No to kurwa na pewno nie jest podłoga! Spojrzałem w dół  a moim oczom ukazał się śpiący jak aniołek Steven. Steven-Aniołek, kurwa. Szturchnąłem go „lekko” w ramię, jednak ten w odpowiedzi mlasnął tylko i przewrócił się na drugi bok. W końcu wstałem i rozejrzałem się dookoła. Po drugiej stronie pomieszczenia leżał Slash wtulony w puste pudełko po pizzy, a  jego kudły zakrywały mu całą mordę. Kilka metrów dalej, jakiś facet, cały zarzygany, siedział oparty o ścianę. Nie bardzo wiedziałem gdzie jest reszta. Nagle poczułem, że ktoś polizał mnie po stopie.- Co do Kurw..- Po chwili ujrzałem przezajebiście ślicznego, małego pieska! Pieski są urocze, ale no skąd on się tu wziął?! Duff debilu, więcej nie pijesz.
Nie bardzo wiedziałem co mam z nim zrobić. Nawet nie wiem czyj to pies, no ludzie. W ogóle to kto przyprowadza psy na imprezy?! Przyjrzałem mu się ponownie, patrzył na mnie wielkimi ślepiami i wesoło merdał ogonem, jaki on słooodki. Do pokoju wszedł również skacowany Rose, zatrzymał się, popatrzył na psa i już chciał coś powiedzieć, ale zrezygnowany machnął ręką i wszedł do kuchni. Ominąłem zwierzaka i poszedłem za Axlem, starając się omijać pułapki w postaci pustych butelek po alkoholach oraz dziwnych… plam, nieznanego pochodzenia. O fuj.
- Duff, pojebie! Gdzie te tabletki, no?!- Wydarł się Rudy, gdy tylko wszedłem do kuchni.
- Ja pierdole ciszej! Tobie łeb nie pęka?! – Wyjąłem z szuflady listek tabletek i podałem mu, sam wcześniej zabierając kilka.
- Tak w ogóle to widziałeś Stradlina? Wczoraj chyba go gdzieś wcięło.- Zapytał siadając na krześle. Próbowałem przypomnieć sobie wczorajszy wieczór, ale z marnym skutkiem. Nagle coś mnie pieprznęło!
-A Victoria?! Ona teeeż? – Jęknąłem i zrezygnowany opadłem głowa na stół.
- To trochę podejrzane, nie sądzisz? – Odezwał się po krótkiej chwili Axl. Podniosłem głowę i spojrzałem na niego nie bardzo wiedząc o co mu chodzi. Ten tylko uśmiechnął się cwaniacko i powiedział:
- Zniknął Izzy i zniknęła Victoria. Mniej więcej w tym samym czasie. Oj Duff, nie przejmuj się. Znajdziesz sobie nową dziwkę. – Poklepał mnie pocieszycielsko po ramieniu i wyszedł. Dopiero po chwili doszedł do mnie sens tych słów. No kurwa! Przecież Ona nie jest dziwką! Przecież to nic nie znaczy, nie?!Głowa rozbolała mnie jeszcze bardziej.

*Dom Alice*
- Alice, ja wiem, że po incydencie z Axlem do Hellhouse wyciągnę Cię jedynie siłą..No ale ej!- Victoria chyba po raz setny mnie namawiała, przekonywała a nawet groziła. Pff, nie idę. A może? Przecież nie będę go wiecznie unikać ,idę!
- Ech, no dobra. Pójdę.- Powiedziałam stanowczo. Vicky rzuciła mi się na szyję i piszczała z radości. Ojezu skąd ten entuzjazm? Kątem oka zauważyłam, że Izzy delikatnie się uśmiechnął.
15 minut później szliśmy już gorącymi ulicami Los Angeles.
Stradlin nucił pod nosem jakąś melodie, a Victoria paliła fajkę unosząc głowę do góry i ciesząc się promieniami słońca. Tylko ja byłam nie w humorze, znowu. W końcu zatrzymaliśmy się przy jakiejś melinie, och no tak. To jest HellHouse. Spojrzałam na chłopaka, który westchnął cicho i otworzył przed nami drzwi, no to wchodzę! Od razu uderzył mnie dość..Niemiły zapach, co się dziwić skoro taki tu syf. Pod ścianą leżał zarzygany facet, butelki leżały dosłownie wszędzie a na lampie wisiały fioletowe stringi. Nieźle. Nagle do pomieszczenia wszedł wysoki blondyn, chyba Duff. Popatrzył na Vicky i Izzy’ego jakby chciał ich zamordować, dopiero później spojrzał na mnie i jakby...Odetchnął z ulgą. Victoria rzuciła się na niego i mocno przytuliła, ten odwzajemnił uścisk wtulając twarz w jej włosy. Izzy pociągnął mnie delikatnie za rękę i posadził na o dziwno w miarę czystej kanapie. Po chwili obok nas usiadły się te przesłodkie, ociekające szczęściem gołąbeczki, uroczo.
- Gdzie byliście?- Zapytał blondyn, podpalając papierosa.
- U Alice- Odpowiedział krótko  Stradlin, wtedy Duff spojrzał się na niego wymownie za co dostał od niego w łeb.
- Ała!- Krzyknął śmiejąc się, wstał i podniósł Victorie szepcząc jej coś na ucho, po czym dziewczyna zachichotała. Wyszli. Zerknęłam na chłopaka, ten jednak patrzył w drugą stronę, no ja pieprze.
- Alice?- Zapytał cicho. Odwróciłam się do niego z pytającym spojrzeniem.- Przepraszam za wczoraj. –Powiedział patrząc mi prosto w oczy- Potraktowałem Cię jak zwykłą gówniarę, to nie było fair. Wcześniej nigdy nie pomyślałbym, że masz 15 lat. Naprawdę wydajesz się kilka lat starsza niż jesteś, ale wtedy to mnie zaskoczyło po prostu. Rozumiesz? –W jego głosie słychać było nutkę niepewności. I te jego oczy, zatracałam się w nich całkowicie.
-Mówił Ci już ktoś kiedyś, że masz piękne oczy? – Wypaliłam zanim zdążyłam pomyśleć. Alice Richardson, jesteś idiotką.
- Tak, Steven kilka razy po pijaku- zaśmiał się szczerze i odgarnął niesforny kosmyk włosów z czoła. Uśmiechnęłam się szeroko, nagle do „salonu” wszedł Axl. Mój uśmiech zniknął tak samo szybko jak się pojawił.
- Siema Izzy.- Rzucił i spojrzał na mnie. Perfidnie zmierzył mnie wzrokiem, a raczej- Rozebrał wzrokiem.
-Cześć Rose.- Mruknął cicho i upił łyk wódki, która leżała na stole. Czułam się co najmniej dziwnie.
-A Ciebie skądś kojarzę- Powiedział siadając na kanapie obok mnie- Ruchaliśmy się?- zapytał najzwyczajniej w świecie. Przepraszam, że kurwa co?
Dosłownie odebrało mi mowę.
- Spierdalaj Rudy, idź na dziwki czy coś.- warknął brunet.
-Ach, rozumiem, stary. Chcesz być pierwszy, spoko.- Puścił mu oczko- Ale podziel się potem z kumplem- Dodał po czym podszedł do gościa pod ścianą, ocucił go i wyszedł biorąc go pod ramię.
Siedziałam tak patrząc się tępo w drzwi, które przed chwilą zostały zamknięte przez tego skurwiela. Izzy oddychał głęboko i kilka razy nawet chciał coś powiedzieć. Jednak milczeliśmy.
Co jeśli Rudy miał racje? 

*Tymczasem Victoria i Duff*

- Duff! Ej, nie łaskocz mnie! Hahahah no ej! – Leżałam na łóżku pod Duffem śmiejąc się głośno bo ten wariat mnie łaskotał! Momentalnie przestał, patrząc się na mnie z powagą.
- Jak sobie pani życzy- Zasalutował i po chwili pocałował mnie namiętnie. Oddawałam pocałunki równie zachłannie jak on, ciesząc się każdym jego dotykiem. Włożył ręce pod moją bluzkę i przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie, nawet na chwilę  nie odrywając się od moich ust. Głaszcząc go po włosach poczułam jak próbuje ściągnąć mi koszulkę. Zrobiło mi się gorąco, oddech przyspieszył a ręka powędrowała na jego dłoń próbując ja zatrzymać. Z początku nie zauważył moich protestów i dalej całując mnie tym razem po szyi, był w trakcie zdejmowania mojej górnej garderoby. W końcu delikatnie go odepchnęłam. Spojrzał na mnie zaskoczony z rozpalonymi policzkami.
-Nie chcę, Duff.- Szepnęłam i odwróciłam wzrok. Ten po chwili wahania pogłaskał mnie po włosach i położył się obok mnie, całując delikatnie w usta.  

2 komentarze:

  1. cześć czołem (:
    Rozdział bardzo fajny, przyjemnie się go czytało, także oby tak dalej ; )
    ~ Duff i Vicky to taka fajna parka. Nie ma tu miłości, od której chce się najzwyczajniej rzygać, za to są fajne, w miarę chyba luźne relacje.
    Ps: Duff się nie wkurwił, że dziewczyna nie ma ochoty na seksy xD gratki!
    ~ Izzy jest uroczy! :3 Myślę, że nasza Alice nie ma się czym martwić. Wątpię, aby brunet chciał ją najzwyczajniej w świecie wykorzystać. Nie, nie zrobi tego. Wtedy bym się na niego obraziła i... i gówno xD Zastanawiam się tylko czy stanie się dla głównej bohaterki kimś w rodzaju starszego brata czy może... kimś więcej? *3*
    ~ Axl jest Axlem. I git majonez. xD
    ~ Też chcę wiedzieć po co Jim dzwonił! :x

    tum, tum, tum.. weny i dodaj wreszcie coś nowego xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Julie!
      Ciesze się, ze się podoba bo (Na pewno tego nie widać) ale mam mase pomysłów i nie wiem, które wcielić w życie, ze tak powiem. Mam z tym "mały" problem.
      Tak więc...Następny rozdział będzie najpóźniej w sobote wieczorem.
      Dzięki, dzieki, dzięki na pewno się przyda! C:

      Usuń