niedziela, 4 maja 2014

Rozdział II



Rozdział II.
Od kilkunastu minut grzeje miejsce przy jednym ze stolików w barze. Na razie nic ciekawego się nie dzieje, rozstawiają sprzęt, podłączają kable i takie tam pierdoły. Nagle nawet  do połowy opróżniona szklanka z sokiem (!) wydaje mi się niesamowicie ciekawa. Rozejrzałam się po klubie, nikt nie zwracał uwagi na to co się dzieje na scenie, chyba nikt na nic nie czekał. Wtem na ów scenie pojawili się jacyś goście, trochę śmieszni, ten który złapał za mikrofon miał natapirowane, rude włosy, które jednak nie mogły równać się z włosami gitarzysty. Piękne, czarne loki skrywające się pod czarnym cylindrem całkowicie uniemożliwiały ujrzenie oczu chłopaka, jemu samemu chyba bardzo to odpowiadało. Nie można było nie zauważyć basisty, wzrostem znacząco górował nad innymi członkami zespołu, natomiast czarnowłosy rytmiczny pozostawał w cieniu. Humor od razu mi się polepszył, gdy tylko spojrzałam na perkusistę z wielkim wyszczerzem na twarzy! Nie mogłam się doczekać aż zaczną grać.
Kilka minut później ze sceny dobiegł skrzeczący głos wokalisty
You know where you are?
You're in the jungle baby,
You're gonna die!”
Pod sceną zrobił się już dość spory tłumek, z głośników zaczęły wypływać pierwsze dźwięki a zespół wpadł w jakby trans. Rudy wykrzykiwał słowa plując jadem na widownie, wykonując przy tym gadzie ruchy, wił się na scenie skupiając przy tym na sobie niemal całą uwagę. Działo się coś niesamowitego. Wtem do stolika ktoś się dosiadł, tak, tak to był Jim.
- Co Ty tu robisz?!- Powiedział mocno zdziwiony- Ty w klubie?- Zaśmiał się i spojrzał na mnie z politowaniem co mocno mnie wkurwiło. Za kogo on się ma?!Palant.
-Nie Twoja kurwa sprawa – Odparłam poirytowana i upiłam łyk soku. Chciałam wstać i iść pod scenę by być tylko jak najdalej od niego, nie czułam się dobrze w jego towarzystwie. Jednak gdy tylko ujrzałam to co dzieje się pod sceną..Z przykrością zrezygnowałam. Tak, ciota ze mnie. Postanowiłam, że nie będę zwracać najmniejszej uwagi na tego tu osobnika naprzeciwko mnie, o!  Z przyjemnością wsłuchiwałam się w dźwięki muzyki , nie liczyło się w tym momencie nic oprócz niej. Zamknęłam oczy, po chwili zespół zaczął grać kolejny utwór, popłynęły inne słowa i czułam, że rozluźniam się jeszcze bardziej. Nagle ktoś szturchnął mnie w ramię.
-Spierdalaj ode mnie- Warknęłam nadal nie otwierając oczu, jednak po chwili sytuacja się powtórzyła, wkurwiona podniosłam ociężałe powieki i krzyknęłam cicho zaskoczona. Nade mną stała jakaś dziewczyna, zaśmiała się pod nosem, gdy ujrzała moją reakcje. Byłam przekonana, że to ten dupek. Zawstydziłam się i zaczęłam ją przepraszać, ta tylko uśmiechnęła się co przyniosło mi ulgę.
- Dlaczego sama tak siedzisz? – Zapytała starając się przygłuszyć muzykę, co niezbyt jej się udawało. Rozejrzałam się, rzeczywiście Jima już nie było, przede mną siedziała natomiast tylko ta ciemnowłosa nieznajoma.
- Tak jakoś wyszło- Odpowiedziałam wzruszając ramionami. Wpatrywała się we mnie chwilę, popijając przyniesionego przez siebie Danielsa po czym wstała i mruknęła tylko, że zaraz wraca, odprowadziłam ją wzrokiem i trochę wściekła na siebie klapnęłam głową o stół. Byłam przekonana, że nie wróci, ale starałam się ją olać.- Trudno- Powiedziałam sama do siebie i dalej sączyłam swój napój. Ku mojemu zdziwieniu, uśmiechnięta dziewczyna ponownie zasiadła przy stoliku, uśmiechnęłam się do niej a Ona podsunęła mi pod nos szklankę z jakimś trunkiem. Po krótkiej chwili zastanowienia opróżniłam ją do dna. Myślałam, że umrę.  Łzy poleciały mi z oczu i łapczywie starałam się nabrać powietrza podczas, gdy urocza osoba, siedzące naprzeciwko mnie, która najwyraźniej przewidziała moją reakcje..Pokładała się ze śmiechu! Opanowawszy moją mimowolną chęć ziania ogniem w promieniu kilkunastu metrów, odkaszlnęłam i spojrzałam na nią wzrokiem, przypominającym ten bazyliszka. Umilkła.
-Wybacz - Rzekła z trudem powstrzymując napady śmiechu.- Chyba nie jesteś na mnie zła, co? – Zrobiła minę niewiniątka.
- Skądże, jeszcze żyje.- Mruknęłam raczej sama do siebie- W ogóle jak masz na imię? - Ponownie skierowałam na nią swój wzrok.
- Victoria, ale proszę… Nie zdrabniaj tego imienia, tak mi się podoba. – Uśmiechnęła się szeroko i upiła duży łyk alkoholu, po którym ja ładnie mówiąc prawie wykipiałam. Przytaknęłam i zamknęłam oczy. Zespół grał już swoją ostatnią piosenkę. Szkoda, są całkiem nieźli.
- Idziesz dzisiaj na imprezę do Gunsów?- Usłyszałam głos Victorii i otworzyłam oczy.
- Do tych co teraz grają? – Zapytałam po chwili zamyślenia i odgarnęłam ciemne kosmyki włosów z czoła.
-No, robią zajebiste biby. Na pewno nie przepuszczą takiej okazji do świętowania, żadnej nie przepuszczą –Zaśmiała się i wlepiła we mnie pytający wzrok.  Nie potrafiłam odmówić, za cholerę. Stwierdziłam, że co mi szkodzi, pójdę.
- Mogę iść, co mi tam – Jednak spojrzałam na nią dość niepewnie. W sumie ledwo ja znałam, a chłopaków to już wcale. Mimo to zaryzykuje.
- Świetnie! To zbierajmy się i poczekamy na chłopaków – Wstała uśmiechnięta i pociągnęła mnie za rękę w stronę wyjścia. Tego się nie spodziewałam. Z trudem przeciskając się przez tłum, podążałam za Victorią starając się jej nie zgubić. Gdy w końcu znalazłyśmy się przed klubem, odetchnęłam i  z ulgą wciągnęłam zimne powietrze.  Ciemnowłosa nadal uśmiechnięta podeszła do drugiego wyjścia, usiadła i oparła się o mur, czekając za zespołem. Również usiadłam. Nie minęła 10 minut, które spędziłyśmy w ciszy, o dziwo nie takiej krępującej, drzwi otworzyły się i  wręcz wypadło z nich kilku chłopaków, których widziałam na scenie. Wstrzymałam oddech i biorąc przykład z Vicky ( No, chyba się nie obrazi) wstałam.  Dziewczyna niemal od razu rzuciła się w stronę ogromnego  gitarzysty. Przywitała się z resztą i powiedziała, że znakomicie im poszło na co oni odpowiedzieli pijackimi uśmiechami. Zataczając się lekko, ruszyli w prawą stronę, jednak po chwili ktoś sobie o mnie przypomniał i z przepraszającą miną wziął  mnie pod ramię, krzycząc do chłopaków, żeby poczekali.
- Mam nową koleżankę!- Krzyknęła entuzjastycznie  i  popchnęła mnie delikatnie w stronę tej bandy, której prawdę mówiąc, trochę się bałam. – To jest Alice. - Pierwszy podszedł uśmiechnięty perkusista, tak mi się wydaje. Przytulił mnie co w chuj mnie zaskoczyło, po czym przedstawił się
-  Adler, Steven Adler. – Uśmiechnęłam się delikatnie i po chwili byłam już witana przez kudłatego gitarzystę, który przedstawił się jako Slash. Kolejny był jak się okazało Duff, grający na basie, po nim rytmiczny Izzy a na końcu zjawił się obok rudy wokalista.
- Jestem Axl, słodka.- Spojrzałam na niego przełykając ślinę na co on zareagował krótkim śmiechem. Prawie zapadłam się pod ziemię, ale nie dałam tego po sobie poznać, o nie!  Miałam tyko nadzieje, że impreza przebiegnie dość normalnie.
Cóż… Chyba liczyłam na zbyt wiele.

3 komentarze:

  1. Dziękuję za opowiadanie.
    Miło, że umieściłaś mnie w roli Victorii.

    Cudowne! C:

    OdpowiedzUsuń
  2. Ge-nial-ne.
    Czekam na więcej,zapowiada się świetnie :D
    Pozdrawiam c:

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje! :3
    Również pozdrawiam C:

    OdpowiedzUsuń