poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział I- "Alice"



Rozdział I.
1986 Los Angeles
Tyk, tyk, tyk-Spojrzałam na nieduży, jaskrawo-czerwony zegar, stojący na biurku. Dochodziła 20:00 w piątkowy wieczór, który po raz kolejny spędzam sama. Mogłabym gdzieś wyjść, odstawić kubek zimnej herbaty i przerwać tę monotonie. Teoretycznie właśnie tak było, jednak ku wielkiemu rozczarowaniu w praktyce wyglądało to oczywiście inaczej. Nie mogłam, a może nie chciałam? Pałam zbyt wielką niechęcią do życia by zrobić coś by to życie urozmaicić, głupie nie? Dopóki jestem tu, czyli w swoich błogosławionych czterech ścianach, jestem bezpieczna. Mimo niemal całkowitego odcięcia od świata zewnętrznego, od ludzi od choć w miarę normalnego życia, jest mi tu dobrze, to znaczy było. Nie wiem o co chodzi, czuje, ze dłużej już tego nie zniosę. Jest mi źle ze sama sobą, jakiś wewnętrzny głos mówiący, ze powinnam coś z tym zrobić wręcz rozdziera mnie od środka, nie chce go słuchać, jest mi tu dobrze. Jest mi tu dobrze, powtarzamy. Nie wytrzymam, błagam nie wytrzymam tego.-Nie wytrzymam tego, słyszysz?!-Wcale nie chciałam powiedzieć tego na głos, to chyba niedobrze, gdy człowiek zaczyna mówić sam do siebie. Uspokój się Alice.-Uspokój się-Chwyciłam czarną bluzę leżącą na krześle i zbiegłam na dół. Światło na moment odrobinę mnie oślepiło, przymknęłam oczy starając się rozpoznać osoby siedzące w salonie. Jakaś kobieta i facet w podeszłym wieku popijali parujący napój z ulubionej zastawy mamy, oho! Czyli nie byle goście. Zastanawiałam się chwilę nad tym czy przyjść i przywitać się gdy nagle ów kobieta zauważyła mnie i uśmiechnęła się promiennie. Postanowiłam zejść. Wchodząc do pokoju zauważyłam jeszcze jednego gościa, był nim na około 16 letni chłopak, dość nietypowy. Długie kruczoczarne włosy zasłaniały mu niemal całkowicie twarz, pochylał się nad akustykiem taty, dotykając go niemalże z czcią. Ubrany w czarne skórzane spodnie i wytartą czarną bluzkę z logiem Aerosmith zrobił na mnie duże wrażenie. Był trochę umięśniony, tak idealnie. Jego poza, ręce delikatnie dotykające strun...Było w nim coś takiego co od razu przyciągało, nie sposób było oderwać od niego wzrok. Hipnotyzujący, tak, tak bym go ujęła. Zorientowałam się, że wszyscy oprócz ów tajemniczego chłopaka wpatrują się we mnie, uśmiechnęłam się niepewnie i przywitałam się krótkim „Dobry wieczór” Dopiero wtedy chłopak zwrócił na mnie uwagę, co trochę mnie speszyło. Spojrzał na mnie zielonymi oczyma, kąciki jego ust drgnęły niemal niezauważalnie w lekkim uśmiechu, powrócił do wpatrywania się w gitarę. Spuściłam wzrok. Mama przedstawiła mi gości, byli to nowi znajomy z pracy taty, ten chłopak to ich syn. Zapytali mnie jak mam na imię.-Alice- Powiedziałam wymuszając uśmiech, czułam się dziwnie będąc w centrum zainteresowania. Po chwili mój tata zaproponował temu chłopakowi by poszedł ze mną do mojego pokoju, widać było, że chce mieć jak najlepsze kontakty ze swoimi współ pracownikami. Nie byłam szczególnie zadowolona z tego powodu, jestem raczej nieśmiałym człowiekiem, a jego obecność dodatkowo mnie onieśmielała. Spojrzał się na mnie drugi raz tego wieczoru i pozwolił bym szła pierwsza, nic nie mówił. Gdy znaleźliśmy się pod drzwiami mojego pokoju, westchnęłam cicho, kiedy wchodził tu ktoś prócz mnie i moich rodziców? Otworzyłam drzwi i gestem dłoni pokazałam mu by wszedł do środka, sama usiadłam na łóżku. Rozejrzał się po pokoju z lekkim uśmiechem na twarzy, na ścianach bowiem wisiały plakaty takich zespołów jak  Aerosmith czy The Rolling Stones. Chyba przypadkowo zrobiłam na nim wrażenie. Odwrócił się do mnie i po prostu się przedstawił.
-Jestem Jim-odgarnął włosy z czoła i… Chyba czekał aż się odezwę.
-Alice ale to już chyba wiesz-Uśmiechnęłam się niepewnie, czułam się dziwnie sam na sam z Nim.
-Wiem, miło mi.-Nic już więcej nie powiedział, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę fajek i nie pytając o nic, włożył sobie jedną do ust i podpalił. Wpatrywałam się w niego jak w boga, w końcu otrzymał po jednym imię. Jim, Jim Morrison, tak cudowny człowiek. Gestem dłoni zachęcił mnie abym się poczęstowała, trochę niepewnie ale wzięłam i tak jak On zasmakowałam niemalże duszącego dymu. Właściwie to nie paliłam nigdy wcześniej, może raz się zdarzyło ale nie pamiętam tego. Jim wpatrzony był w ulice za oknem, raz po raz zaciągał się sie papierosem, był taki rozluźniony, wydawało by się, że żadne problemy nie są w stanie go dosięgnąć. Miał taki błogi wyraz twarzy podczas, gdy mnie stres zżerał od środka. Wtem na schodach rozległy się kroki, chłopak westchnął i wyrzucił tlącą się jeszcze fajkę za okno, natomiast ja-życiowa sierota zamiast postąpić tak jak On, dalej grzałam miejsce na łóżku, brawo. Drzwi lekko się uchyliły i do pokoju wszedł mój tata, pociągnął nosem i spojrzał na mnie. Momentalnie zrobiłam się cała czerwona na twarzy, jednak nie poruszyłam się czekając na wrzaski. Jim wpatrywał się we mnie z przepraszającym wyrazem twarzy, świetnie ale dużo mi to nie pomoże.
-Twoi rodzice szykują się już do wyjścia, Jim.- Powiedział siląc się na uśmiech-Natomiast Ty-Zwrócił się do mnie-Pożegnaj się z kolegą i za 15 minut widzę Cię w salonie-Odwrócił się i wyszedł, starając się nie trząsnąć drzwiami. No to mam przejebane.
- Mmm, w takim razie..Do zobaczenia?- Powiedział jak gdyby nigdy nic ten palant.-Przepraszam za tamto-Uśmiechnął się szczerze jakby to była zabawna sytuacja, w chuj. Wyszedł. Szybkie kroki po schodach i chwila rozmowy na dole. Dźwięk zamykanych drzwi. Wdech i wydech. Postanowiłam zejść na dół, powoli i delikatnie stąpając po schodach, zobaczyłam przy drzwiach mamę, była zła, w cholerę. Gestem dłoni pokazała mi, żebym weszła do salonu. No to wchodzę. Na fotelu siedział mój rodziciel, nie patrzył na mnie, mama usiadła na fotelu obok, no to zaczyna się typowa rodzicielska pogadanka typu „Gdzie popełniliśmy błąd?!”, „Chcemy dla Ciebie jak najlepiej. A Ty co dajesz nam w zamian?!” Przygotowałam się na to. Trochę niepewnie aczkolwiek zajęłam  miejsce na kanapie, nie musiałam długo czekać aż coś powiedzą. Pierwszy odezwał się tata.
-Skąd miałaś papierosy?- Spojrzał mi prosto w oczy. Zastanawiałam się czy powiedzieć mu prawdę, nie chciałam jednak wkopać Jima, no cóż..Musiałam.
-Jim mnie poczęstował-Odpowiedziałam cicho, bojąc się trochę reakcji ojca.-To było głupie z mojej strony, że się zgodziłam, wiem. Przepraszam Was bardzo i obiecuje, że to się więcej nie powtórzy. – Musiałam ich jakoś przekonać, kto wie jaką kare wymyślą.
-Tak, to było bardzo głupie, widzę jednak, że żałujesz tego. – Zamyślił się chwilę- Szlabanu nie będzie to było jak na razie tylko ostrzeżenie, mam nadzieje, że sytuacja więcej nie będzie miała miejsca. Zastanów się nad tym, papierosy to nic dobrego, jesteś mądrą dziewczyną, powinnaś o tym wiedzieć. – Wstał i oznajmił- Możesz iść do swojego pokoju.
-Dobranoc- Powiedziałam tylko i po paru szybkich krokach byłam już w swoim pokoju. Odetchnęłam z ulgą. Nie miałam najmniejszej ochoty spędzić tu reszty wieczoru, po chwili zastanowienia otworzyła szafę i zaczęłam przeglądać jej zawartość, było tragicznie. W końcu zdecydowałam się na czarną bluzkę na ramiączkach z logiem Aerosmith, jasne, gdzieniegdzie dziurawe spodnie i zwykłe czarne trampki. Ubrałam się i chwyciłam ramoneske. Wzięłam jeszcze tylko portfel, przeczesałam włosy i nałożyłam trochę tuszu na rzęsy. Zbiegłam po schodach i krzyknęłam tylko, że wychodzę. To wszystko zrobiłam niemal w szaleńczym tempie, dopiero na ulicy poczułam że mogę się rozluźnić. Zastanawiałam się gdzie pójść.- Jestem taka głupia- Pacnęłam się głowę. Mieszkam tak blisko Sunset Strip a nigdy jeszcze tam nie byłam, czas się wybrać. Rodzice zawsze mi powtarzali bym tam nie chodziła bo to nie jest okolica dla mnie, świetnie ale muszę wyrobić sobie własne zdanie, nie? Rozejrzałam się dookoła z uśmiechem na ustach i poszłam w stronę Sunset, byłam coraz bliżej, gdy zauważyłam dość misternie wykonany plakat, podeszłam bliżej, napis głosił „Rockandrollowa impreza na której wszyscy nawalą” Okej… Postanowiłam, że pójdę, doczytałam jeszcze, ze jest to w klubie Troubadour. Szłam tak ulicą i mijałam dość oryginalnych ludzi, byłam nimi zachwycona. Po jakimś czasie zobaczyłam wielki napis z nazwą klubu , do którego zmierzałam.

2 komentarze:

  1. Rose założyła bloga! *3* No, no... niech Ci się częściej Kochana nudzi, bo ja tu widzę zajebisty talent do pisania opowiadań. Pierwszy rozdział, a już zdołałaś mnie zaintrygować, co oznacza, że chcę kolejny! Nawet chyba wiem kogo Alice pozna w Troubadour *3*
    Ale mam też nadzieję, że jeszcze nie raz pojawi się tu Jim!
    'Wpatrywałam się w niego jak w boga, w końcu otrzymał po jednym imię. Jim, Jim Morrison, tak cudowny człowiek. Gestem dłoni zachęcił mnie abym się poczęstowała, trochę niepewnie ale wzięłam i tak jak On zasmakowałam niemalże duszącego dymu. Właściwie to nie paliłam nigdy wcześniej, może raz się zdarzyło ale nie pamiętam tego. Jim wpatrzony był w ulice za oknem, raz po raz zaciągał się sie papierosem, był taki rozluźniony, wydawało by się, że żadne problemy nie są w stanie go dosięgnąć. Miał taki błogi wyraz twarzy podczas, gdy mnie stres zżerał od środka.' - Wyobraziłam go sobie i powiem Ci... Jest zajebisty xD
    I co by tu jeszcze dodać.. Żadnych błędów raczej nie zauważyłam, a jak na pierwszy rozdział wyszło Ci znakomicie. Także masz we mnie czytelniczkę i jeśli możesz to informuj mnie na blogu/asku, jak wolisz :*
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki, dzięki! :3
      Trochę obawiałam się tego pierwszego komentarza ale zostałam pozytywnie zaskoczona C:

      Usuń